Cieszyło go, że jak zwykle mógł chodzić codziennie do rzeki i kąpać się razem z Amrą, prychając i polewając się wodą.

Czuł się teraz znacznie silniejszy i weselszy.

Po południu wsadzał sobie na grzbiet Amrę i dziewczynki.

Wychodzili poza wioskę i zapuszczali się do dżungli.

Birara zrywał tam młode gałązki i drzemał w cieniu drzew.

Dzieci bawiły się wesoło. Gdy znużone siadały koło Birary, Amra opowiadał siostrzyczkom o życiu w pałacu królewskim, a stary słoń przez sen pomrukiwał znacząco i kiwał głową.

Być może, że rozumiał słowa chłopaka i potwierdzał je, gdyż i sam coś niecoś wiedział już i doświadczył z tego życia w stolicy Satpury.

Jednak najciekawsze chwile przeżywali wieczorami w rodzinnym gronie.

Usiadłszy na otwartej werandzie, słuchali opowiadania Amry.

Rodzice ze wzruszeniem dowiedzieli się, że chociaż upłynęło tak mało czasu, mały Amra i stary Birara przeżyli już bardzo wiele przygód — radosnych i ciężkich.