Pamiętał on złe i dobre czasy. Coś niecoś pozostało mu nawet ze wspomnień o wolności.
Nie tęsknił za nią, lecz zapomnieć nie mógł.
Teraz, gdy dnie i noce spędzał w dżungli, wspomnienia te odżyły w nim z niepojętą siłą.
Wolność przemówiła nagle do starego słonia.
Krzyczała natrętnym rechotaniem i skrzekiem małych, popielatych małpek.
Tych — zwinnych, wesołych małpek, co mają długie ogonki i zabawne czubki nad czołem.
Rechotały i zaglądały wszędzie, zuchwałe i ciekawe.
Musiały chyba wiedzieć, że w Indiach uważają je za „święte”, a nikt ich tu nie skrzywdzi.
Tęsknota za czymś drogim, co minęło już bezpowrotnie, dręczyła Birarę.
Słyszał jej smętny głos w szczebiotliwej, krótkiej piosence czarnego drozda.