Czuł ją w urywanych nawoływaniach lazurowej cissy21.

Gdy słoń pochwytywał dalekie, ponure poryki pantery, bunt zrywał się w jego łagodnym zawsze sercu.

Wszędzie i ciągle słyszał teraz tajemniczą mowę bezgranicznej wolności.

Głosy ptaków i zwierząt, szelest czołgającej się żmii wołały ku niej.

Nawet szmer poruszanych wiatrem liści, jednostajny, dokuczliwy plusk padającego deszczu, bzykanie i granie owadów budziły w nim dalekie echa utraconego szczęścia.

Birara przez całe życie ciężko pracował wraz z Bauli, a teraz z Amrą.

Aż nagle teraz błąka się po dżungli bez pracy!

Bo cóż dla niego znaczy nieść na karku małego kornaka i obcego, białego człowieka?!

Nie czuje prawie tego ciężaru...

Mógłby się więc cieszyć, zrywać świeże, zielone gałązki, chrupać spokojnie młode, soczyste bambusy i nic, ale to nic nie robić!