Nassur zaśmiał się szyderczo i mruknął pogardliwie:
— Powiem ci, mój drogi, że to jest bardzo nudne zajęcie... Stokroć wolę kopać piłkę lub grać w tenisa, golfa... hokeja!
Amra nie rozumiał tych obcych słów, więc Nassur opowiedział mu o różnych grach sportowych, w których lubują się Anglicy.
Wysłuchawszy spokojnie i cierpliwie królewicza, chłopak powtórzył:
— O, nie! Przede wszystkim chciałbym zdobyć wiedzę!
Innym znów razem spotkanie przyjaciół kończyło się zabawą.
Tu górował Amra. Zręczny, silny zwinny znał dużo sztuczek, które zadziwiały królewicza.
Wieśniak umiał zastawiać sidła na myszy polne, krety i króliki. Zręcznie chwytał na wędkę ryby w potoku i piekł je na małym ognisku. Raczyli się nimi, a ta zwykła strawa rybaków niezmiernie smakowała przyszłemu maharadży.
Najulubieńszą zabawę chłopaków stanowiło polowanie na tarantule, skorpiony i węże.
Amra umiał wykryć wśród kamieni okrągłe otwory prowadzące do podziemnych nor czarnych, kosmatych pająków — tarantul. Pod popękanymi płytami skalnymi odnajdywał zaczajone skorpiony — do raków podobne, o długich ogonach, zakończonych jadowitym haczykiem.