Nałapawszy sporo tych niebezpiecznych owadów, urządzali bitwę.
Oczyściwszy mały placyk, ogradzali go wetkniętymi w ziemię odłamkami kamieni i wpuszczali do środka zapaśników.
Długo krążyły po malutkiej arenie tarantule i żółte skorpiony, patrząc na siebie podejrzliwie i prostując się groźnie na grubych, mocnych nogach.
Wkrótce rozpoczynały walkę zaciętą i niemiłosierną.
Ani jeden z zapaśników nie zostawał przy życiu.
Pod koniec bitwy walka stawała się ogólna. Oszalałe, rozwścieczone owady biły się na oślep, tworząc jeden zwał drgających, szamocących się ciał.
Szczególniej jednak lubił Nassur polowanie na węże.
Ogromny, niezgrabny Birara z powodzeniem zastępował wyżła.
— Szukaj węża! — mówił do słonia Amra.
Birara opuszczał trąbę i podnosił uszy. Ostrożnie, jak gdyby ze strachem, rozchylał krzaki i kępy trawy, odrzucał duże kamienie i głośno sapał.