Birara, spostrzegłszy nowego przyjaciela, popędził ku niemu.
Nie widząc chłopca, Nassur spojrzał na słonia i rzekł ze smutkiem:
— Nie ma Amry...
Birara podniósł uszy i nadsłuchiwał.
— Amra... Amra... Nie ma Amry! — powtórzył chłopak.
Słoń przechylił głowę na bok i poruszał uszami niespokojnie i pytająco.
— Idź i przyprowadź do mnie Amrę!... Dobry Birara, biegnij po Amrę!...
Słoń zrozumiał wreszcie, opuścił natychmiast uszy, zawrócił i podreptał ku wyjściu z „wąwozu królewicza”.
Nassur przyglądał mu się z zaciekawieniem.
Birara coraz szybszym truchtem, śpiesząc się i wymachując ogonem, biegł przez łąkę. Dotarłszy do ogrodzenia pałacowego, jął31 potrząsać bramą tak potężnie, że stojący na czatach32 żołnierz, w obawie przed wyłamaniem jej, pośpiesznie odsunął rygle.