Amra zamyślił się. Przyjaciel jego, a i on też zostaną bez śniadania?...
— Królewiczu! — rzekł chłopak, patrząc na Nassura. — Musimy przyrządzić wspaniałą ucztę!
— Ha, ha! — śmiał się królewicz. — To niełatwa rzecz!
Amra nic nie odpowiedział. Zaczął się krzątać. Z głębokiej kieszeni granatowego szlafroka, który mu wydano w pałacu, wydobył zwój cienkiego sznurka, wetknięte w korek haczyki na ryby i scyzoryk.
Naścinał kilka pręcików, zręcznie zawiesił na nich ruchome, łatwo zadzierzgające33 się pętle, a potem wybrawszy giętką trzcinę, przywiązał do niej sznurek z haczykiem.
— Chodźmy! — szepnął do przyjaciela. — Wyszukałem nory królików. Zapolujemy na nie, a potem nałapiemy ryb i poszukamy dojrzałych owoców mango! Będziemy syci, królewiczu!
Otoczywszy sidłami nory królików, gwizdnął na Birarę.
— Tupaj, a z całej siły! — zawołał do słonia kornak.
Birara jął przestępować z nogi na nogę, podskakiwać i tupać, płosząc króliki.
Kilka tych szarych zwierzątek śmignęło w trawie, a dwa z nich trafiły do zastawionych pętel.