Od razu spostrzegł syna.

— Królewicz Nassur?! — zawołał zdumiony.

Chłopak rzucił się do ojca i całując go po rękach, przyznał się do codziennych spotkań swoich z Amrą i jego słoniem, opowiadał o małym kornaku i o tym, jak chłopak uratował mu życie, gdy napadł go jadowity okularnik.

— Surowa kara spotka twego wychowawcę, Bali! — rzekł groźnie Tasfin.

— Przebacz mu, ojcze! — błagał Nassur. — Jemu zawdzięczam, że poznałem dobrego, szlachetnego przyjaciela, jakim jest Amra, syn wieśniaka z Suratu.

To mówiąc, wskazał ręką na Amrę, który nisko skłonił się przed władcą.

— Obroniłeś mego syna, chłopcze? — spytał maharadża.

— Obroniłem i obronię w każdej przygodzie, bo polubiłem królewicza Nassura i mój słoń Birara także polubił go! — odpowiedział cichym głosem chłopak.

— Nassur jest królewiczem, przyszłym maharadżą — rzekł Tasfin.

— Jest on moim przyjacielem, od którego nic nie żądam, a wdzięczny mu jestem za dobre serce jego dla mnie i dla Birary — szepnął Amra.