Zdumiał się jednak.
Słoń miał na sobie drogą, z czerwonej skóry uprzęż, ozdobioną mosiężnymi klamrami, i szkarłatny czaprak na szerokim łbie.
Zachowywał przy tym bardzo poważną i niezwykle uroczystą minę, chociaż nie mógł się powstrzymać od wymachiwania ogonem.
Poznał bowiem Warorę i starą zagrodę. Był z tego niezmiernie ucieszony.
Za to kornaka nie od razu poznał snycerz.
Musiał aż oczy dłonią przysłonić i przyglądać się długo i uważnie.
„Amra czy nie?” — jak błyskawice miotały się pytania w głowie dawnego wojaka.
Widział przed sobą jak gdyby obcego chłopca, który przypominał mu syna.
Amra chodził dawniej prawie nagi.
Wąska, czarna przepaska na biodrach zastępowała mu całe ubranie.