Smutnie potarł czoło, patrząc na nią.

— Drobniutka jesteś — powiedział znowu.

— Ale zaczynam tyć — odrzekła Mary bardzo sztywno, zdając sobie z tego zresztą sprawę.

Jakże miał nieskończenie smutną twarz! Oczy jego czarne wyglądały tak, jakby jej nie widziały, a jakby natomiast dostrzegły coś innego — z trudnością mógł sobie uprzytomnić jej obecność.

— Zapomniałem o tobie, dziecko — rzekł. — Ale czyż mogłem pamiętać? Zamierzałem przysłać ci nauczycielkę albo bonę, albo kogokolwiek, alem zapomniał.

— Proszę... — zaczęła Mary. — Proszę... — lecz stłumiony szloch za krtań jej schwycił.

— Coś chciała powiedzieć? — dopytywał.

— Już... już za duża jestem na bonę — rzekła Mary. — A proszę... proszę nie dawać mi jeszcze nauczycielki.

Znów potarł czoło i popatrzył na nią.

— To samo mówiła Sowerby — mruczał niezupełnie przytomnie.