Prawo, gruntownie realistyczne sformułowanie pewnych warunków zachowania gminy, zabrania pewnych postępków w pewnym kierunku, mianowicie o ile zwracają się one przeciwko gminie: nie zabrania ono uczuć, z których te postępki płyną — ponieważ potrzeba mu tych samych postępków w innym kierunku, mianowicie przeciwko wrogom społeczności. Teraz występuje idealista moralności i powiada: „Bóg patrzy w serca: sam postępek jest jeszcze niczym; trzeba wyplenić wrogie uczucia, z których ten postępek płynie”... W normalnych stosunkach wywołuje to śmiech; tylko w tych wyjątkowych wypadkach, kiedy społeczność żyje absolutnie poza granicami wszelkiego przymusu prowadzenia wojny w obronie swojej egzystencji, tylko w tych wypadkach ma się w ogóle uszy dla takich rzeczy. Porzuca się uczucia, w których nie można się już dopatrzeć żadnej użyteczności.

Tak było np. przy wystąpieniu Buddy wpośród bardzo pokojowego i nawet duchowo strasznie znużonego społeczeństwa.

Tak było również z pierwszą gminą chrześcijańską (także i gminą żydowską), która jest wynikiem absolutnie niepolitycznego społeczeństwa żydowskiego. Chrześcijanizm mógł wyróść tylko na gruncie judaizmu, tzn. pośród narodu, który pod względem politycznym już był zrezygnował i żył pewnego rodzaju istnieniem pasożytniczym pośród rzymskiego porządku rzeczy. Chrześcijanizm idzie o krok dalej: można się jeszcze o wiele więcej „pozbawić męskości” — okoliczności pozwalają na to. Wypędza się z moralności naturę, gdy się powiada „miłujcie swoich wrogów”: albowiem teraz natura „powinieneś miłować swego bliźniego, nienawidzić swego wroga” straciła sens w prawie (w instynkcie); teraz także i miłość bliźniego trzeba sobie na nowo uzasadniać (jako rodzaj miłości do Boga). Wszędzie Bóg wetknięty, a użyteczność wycofana; wszędzie zaprzeczono, skąd właściwie wszelka moralność pochodzi: uważanie natury za godną, polegające właśnie na uznaniu naturalnej moralności, doszczętnie zniweczono...

Skąd pochodzi uwodzicielska ponęta takiego pozbawionego męskości ideału ludzkości? Dlaczego nie wzbudza on niesmaku, jak wzbudza w nas niesmak dajmy na to wyobrażenie kastraty116?... Tu leży właśnie odpowiedź: głos kastraty także nie wzbudza w nas niesmaku, mimo okrutnego okaleczenia, które jest tegoż warunkiem: stał się on słodszy... To, że cnocie wyrżnięto „członki męskie”, to wniosło w cnotę feministyczny dźwięk głosu, którego poprzednio nie miała.

Jeśli z drugiej strony pomyślimy o strasznej surowości, o niebezpieczeństwie i nieobliczalności, jakie niesie z sobą życie cnót męskich — życie Korsykanina dziś jeszcze lub życie pogańskich Arabów (które aż do oddzielnych szczegółów podobne jest do życia Korsykanów: pieśni tych Arabów mogłyby być ułożone przez Korsykanów) — to pojmiemy, jak te lubieżne dźwięki „dobroć”, „czystość” fascynują i wzruszają akurat najtęższy gatunek człowieka... Melodia pasterska... idylla... „człowiek dobry”: takie rzeczy działają najsilniej w czasach, kiedy tragedia biega po ulicach.

Ale przez to poznaliśmy także, jak dalece „idealista” (kastrata ideału) wychodzi także z zupełnie określonej rzeczywistości i nie jest jeno fantastą... Przyszedł on właśnie do poznania, że dla jego rodzaju rzeczywistości taki prostacki przepis zakazu pewnych postępków nie ma żadnego sensu (ponieważ instynkt do tych właśnie postępków jest osłabiony przez długotrwały brak wprawy, brak przymusu do wprawy). Kastrata formułuje pewną sumę nowych warunków zachowania się dla ludzi zupełnie określonego gatunku: w tym jest on realistą. Środki do jego legislatury są takie same, jak środki do starszych legislatur: apel do wszelkiego rodzaju autorytetów, do „Boga”, robienie użytku z pojęcia „winy i kary” — tzn. zużytkowuje on dla siebie całą przynależność starego ideału, jeno w nowym wykładzie: karę np. czyni on bardziej wewnętrzną (dajmy na to, jako zgryzotę sumienia).

In praxi117 ten gatunek człowieka obraca się w niwecz, skoro tylko przestają istnieć wyjątkowe warunki jego egzystencji — rodzaj Tahiti i szczęścia na wyspie, jakim było życie drobnych Żydów na prowincji. Ich jedynym naturalnym przeciwnikiem jest grunt, z którego wyrastali: przeciwko niemu potrzeba im walczyć, przeciwko niemu muszą oni zapuścić znowu swoje zaczepne i obronne afekty: ich przeciwnikami są zwolennicy starego ideału (ten gatunek nieprzyjaźni jest wspaniale reprezentowany przez Pawła w stosunku do żydowszczyzny, przez Lutra w stosunku do ideału kapłańsko- ascetycznego). Najłagodniejszą formą tego przeciwnictwa jest z pewnością przeciwnictwo pierwszych buddystów: może na nic nie obrócono więcej pracy niż na to, żeby zniechęcić i uczynić słabymi uczucia nieprzyjazne. Walka przeciwko ressentiment118 występuje prawie jako pierwsze zadanie buddysty: dopiero przez to spokój duszy otrzymuje rękojmię. Oderwać się, ale bez rancune119: wymaga to jużci zadziwiająco złagodniałej i zesłodczałej ludzkości — świętych...

Mądrość kastratyzmu moralnego. Jak prowadzi on wojnę przeciwko męskim afektom i ocenom wartości? Nie ma się żadnych fizycznych środków przemocy, można prowadzić wojnę tylko za pomocą chytrości, zaczarowania, kłamstwa, jednym słowem „ducha”.

Pierwsza recepta: zaprząta się cnotę w ogóle dla swego ideału; neguje się ideał stary aż do przeciwieństwa wszelkiego ideału. Do tego potrzeba sztuki oczerniania.

Druga recepta: swój typ ustanawia się jako miarę wartości w ogóle; rzutuje go się w rzeczy, poza rzeczy, poza zrządzenie rzeczy — jako Boga.