Cel godny pożądania znajduje się może właśnie na odwrotnej stronie: stworzyć stan rzeczy, w którym „człowiek prawy” zostaje zepchnięty na skromne stanowisko „pożytecznego narzędzia” — jako „idealne zwierzę stadne”, w najlepszym razie jako pasterz stada: jednym słowem taki stan rzeczy, w którym on nie dostaje się już na stanowisko na wyższym stopniu: które wymaga innych właściwości.
225.
Istnieją całkiem naiwne ludy i ludzie, którzy mniemają, że stała dobra pogoda jest czymś po żądanym: mniemają oni dziś jeszcze in rebus moralibus, że jedynie „człowiek dobry” i nic tylko człowiek dobry” jest czymś pożądanym — i że właśnie do tego zmierza przebieg ludzkiego rozwoju, żeby tylko on pozostał (i że jedynie do tego winno się kierować wszelkie zamiary). Jest to pomyślane w najwyższym stopniu nieekonomicznie i, jak się rzekło, jest to szczyt naiwności, nic, jak tylko wyraz przyjemności, jaką „człowiek dobry” sprawia (nie wzbudza on żadnej obawy, pozwala wytchnąć, daje, co wziąć można).
226.
Człowiek cnotliwy jest już dlatego gatunkiem niższym, ponieważ nie jest żadną „osobą”, lecz wartość swą otrzymuje przez to, iż odpowiada schematowi człowieka, ustanowionemu raz na zawsze. Nie ma swej wartości a parte: może być porównany, ma równych sobie, nie powinien być sam jeden...
Sprawdźcie właściwości człowieka dobrego, dlaczego nam dogadzają? Ponieważ nie mamy żadnej potrzeby wojowania, ponieważ nie budzi on w nas żadnej nieufności, nie wymaga żadnej ostrożności, żadnego skupienia się i surowości: nasze lenistwo, nasza dobroduszność, nasza lekkomyślność mogą sobie pofolgować. To nasze miłe uczucie jest oto tym, co rzutujemy z siebie na zewnątrz i przypisujemy dobremu człowiekowi jako jego właściwość, jako jego wartość.
227.
Pochodzenie wartości moralnych. Egoizm jest wart tyle, ile wart jest fizjologicznie ten, kto go posiada.
Każda jednostka jest jeszcze całą linią rozwoju (a nie tylko, jak ją moralność pojmuje, czymś, co się zaczyna z chwilą narodzenia): jeśli przedstawia wznoszenie się linii człowieka, to wartość jej jest w rzeczy samej nadzwyczajna; i troska o utrzymanie i popieranie jej wzrostu może być krańcowa. Troska o obiecującą w niej przyszłość jest tym, co jednostce udanej daje takie wyjątkowe prawo do egoizmu. Jeśli przedstawia ona linię spadającą, upadek, chroniczną schorzałość, to posiada małą wartość: i prosta słuszność tego wymaga, żeby zabierała jednostkom udanym jak najmniej miejsca, siły i blasku słońca. W tym wypadku zadaniem społeczeństwa jest trzymanie egoizmu w karbach (który czasem objawia się niedorzecznie, chorobliwie, buntowniczo): wszystko jedno, czy chodzi o jednostki, czy też o całe niszczejące, marniejące warstwy ludności. Nauka i religia, nakazująca „miłość”, tłumienie przytakiwania sobie; znoszenie cierpliwie, dźwiganie, pomaganie, wzajemność w słowie i w czynie, może mieć wpośród takich warstw najwyższą wartość, nawet w oczach panujących: albowiem trzyma ona w karbach uczucia rywalizacji, ressentiment125 i zawiści, te nadto naturalne uczucia upośledzonych; pod płaszczykiem pokory i posłuszeństwa przebóstwia im nawet ich niewolnictwo, ich podleganie panowaniu, ich biedę, schorzałość, ich stanie na dole. Stąd wynika, dlaczego klasy (lub rasy) i jednostki, panujące po wszystkie czasy, utrzymywały w niewzruszonym stanie kult wyzucia się z siebie, ewangelię poniżonych, „Boga na krzyżu”.
Przewaga altruistycznej oceny wartości jest wynikiem instynktu odczuwającego wszelkie istnienie nieudane. Sąd o wartości orzeka tutaj w głębi: „ja jestem wart niewiele”: jest to tylko fizjologiczny sąd o wartości; wyraźniej: jest to uczucie niemocy, brak wielkich potwierdzających uczuć mocy (w mięśniach, nerwach, ośrodkach ruchowych). Ten sąd o wartości zostaje przełożony, zależnie od kultury tych warstw, na sąd moralny lub religijny (panowanie sądów religijnych lub moralnych jest zawsze oznaką kultury niższej): usiłuje on uzasadnić się, czerpiąc dowody ze sfer, z których pojęcie „wartość” w ogóle jest im znane. Wykład, który w mniemaniu grzesznika chrześcijańskiego daje mu możność rozumienia siebie, jest próbą uprawnienia braku mocy i pewności siebie: woli on znajdować siebie winnym niż czuć się źle daremnie: potrzeba interpretacji tego rodzaju jest sama przez się symptomatem upadku. W innych wypadkach upośledzony szuka przyczyny tego stanu nie w swojej „winie” (jak to czyni chrześcijanin), jeno w społeczeństwie: socjalista, anarchista, nihilista — istnienie swoje odczuwają oni jako coś, co ma być czyjąś winą; przez to są oni wciąż jeszcze najbliższymi krewnymi chrześcijanina, który także mniema, iż swoje czucie się źle i nieudanie lepiej zniesie, jeśli znajdzie kogoś, kogo może zrobić za to odpowiedzialnym. Instynkt zemsty i ressentiment126 ukazuje się tutaj w obu wypadkach jako środek do tego, iżby można było wytrzymać, okazuje się instynktem samozachowawczym: tak samo jak oddawanie pierwszeństwa altruistycznej teorii i praktyce. Nienawiść do egoizmu, bądź własnego (jak w chrześcijaninie), bądź cudzego (jak w socjaliście), okazuje się w ten sposób sądem o wartości przy panowaniu zemsty; a z drugiej strony roztropnością samozachowania cierpiących przez wzmożenie ich uczuć wzajemności i solidarności... Ostatecznie, jak już zaznaczono, także i owo wyładowanie ressentiment w sądzeniu, odrzucaniu, karaniu egoizmu (własnego lub cudzego) jest jeszcze instynktem samozachowawczym u upośledzonych. In summa127: kult altruizmu jest specyficzną formą egoizmu, która występuje regularnie przy pewnych warunkach fizjologicznych.