Kiedy socjalista z pięknym oburzeniem domaga się „sprawiedliwości”, „prawa”, „równych praw”, znajduje się pod naciskiem swojej niedostatecznej kultury, która nie potrafi zrozumieć, dlaczego on cierpi: a z drugiej strony sprawia on sobie tym uciechę — gdyby miał się lepiej, wystrzegałby się takich wrzasków: wtedy znalazłby sobie uciechę gdzie indziej. To samo stosuje się do chrześcijanina: „świat” jest przez niego potępiony, spotwarzony, przeklęty — nie wyłącza on i samego siebie. Ale nie jest to żadnym powodem, żeby jego wrzask brać poważnie. W obu wypadkach zawsze jeszcze jesteśmy między chorymi, którym przyjemnie wrzeszczeć i którym spotwarzanie sprawia ulgę.

228.

Nie natura jest niemoralna, jeśli nie ma współczucia dla zdegenerowanych: wzrost cierpień psychicznych i moralnych wśród rodzaju ludzkiego jest, odwrotnie, następstwem chorobliwej i nienaturalnej moralności. Uczuciowość przeważnej ilości ludzi jest chorobliwa i nienaturalna.

Od czego to zawisło, że ludzkość jest zepsuta pod względem fizjologicznym i moralnym? Ciało obraca się w niwecz, gdy jeden narząd jest uszkodzony. Prawa altruizmu nie można sprowadzić do fizjologii, tak samo i prawa do pomocy, do równości losów: to są wszystko premie dla zdegenerowanych i upośledzonych.

Nie ma żadnej solidarności w społeczeństwie, w którym znajdują się elementy niepłodne, nieprodukcyjne i burzące: które zresztą będą miały potomków jeszcze bardziej zwyrodniałych, niż są same.

229.

Oto jeszcze przykazanie, wynikające z miłości do ludzi. Są wypadki, w których dziecko byłoby zbrodnią: u chronicznie chorych i neurasteników trzeciego stopnia. Co tu robić? Zachęcać takich do czystości płciowej, dajmy na to za pomocą muzyki Parsifala, zawsze można tego spróbować. Parsifal, ten typowy idiota, sam miał nazbyt wiele powodów, żeby się nie rozmnażać. Niedogodność tkwi w tym, że pewna niezdolność do „panowania nad sobą” (niereagowania na podniety, choćby nie wiem jak małe podniety płciowe) należy właśnie do najregularniejszych następstw ogólnego wyczerpania. Zawiedziono by się w rachubie, wyobrażając sobie na przykład takiego Leopardiego jako czystego płciowo. Kapłan, moralista trudzą się tu nadaremnie; lepiej zrobi się już, posyłając do apteki. Ostatecznie społeczeństwo ma tutaj obowiązek do spełnienia: mało jest tak bezzwłocznych i zasadniczych wymagań względem niego. Społeczeństwo jako wielki mandatariusz życia odpowiada za każde chybione życie przed życiem samym — musi też ono pokutować za nie: a więc powinno mu przeszkodzić. W licznych wypadkach społeczeństwo powinno zapobiec płodzeniu: wolno mu do tego, bez względu na pochodzenie, stanowisko i inteligencję, mieć w pogotowiu najsurowsze środki przymusowe, pozbawienie wolności, a w pewnych okolicznościach i kastracje. Zakaz biblijny „nie zabijaj!” jest naiwnością w porównaniu z powagą zakazu, z jakim życie zwraca się do décadents: „nie rozmnażajcie się!”... Samo życie nie uznaje żadnej solidarności, żadnego „równego prawa” między zdrowymi a zwyrodniałymi częściami organizmu: te ostatnie trzeba wyciąć — albo całość obróci się w niwecz. Współczucie z décadents, równe prawa także i dla nieudanych — byłaby to najgłębsza niemoralność, byłaby to przeciwnaturalność sama jako moralność!

230.

Co ja ze wszystkich sił pragnę uczynić jasnym:

a) iż nie ma gorszego pomieszania, jak kiedy poskromienie pomiesza się z osłabieniem: co uczyniono... Poskromienie, tak jak ja je pojmuję, jest środkiem olbrzymiego nagromadzenia sił ludzkości, tak iż pokolenia mogą budować dalej na pracy swych przodków — nie tylko zewnętrznie, lecz i wewnętrznie, wyrastając z nich organicznie do większej tężyzny...