Piękne uczucia, wzniosłe wzruszenia zaliczają się, fizjologicznie mówiąc, do środków narkotycznych: nadużywanie ich pociąga za sobą te same następstwa, co nadużywanie innego opium — mianowicie osłabienie nerwów...

254.

Psychologiczne pomyłki: pożądanie wiary — wzięte za „dążenie do prawdy” (np. u Carlyle’a). Ale tak samo pożądanie niewiary wzięto za „dążenie do prawdy” (potrzeba uwolnienia się od jakiejś wiary z tysiącznych powodów: aby mieć słuszność po swej stronie przeciwko jakimkolwiek „wierzącym”). Co jest natchnieniem sceptyków? Nienawiść do dogmatyków — albo potrzeba spoczynku, znużenie, jak u Pyrrhona.

Korzyści, jakich oczekiwano od prawdy, były to korzyści, wynikające z wiary w nią: sama przez się prawda mogłaby być przecież na wskroś przykrą, szkodliwą, zgubną. „Prawdę” także zwalczano znowu tylko wtedy, gdy obiecywano sobie korzyści ze zwycięstwa — np. oswobodzenie się od potęg panujących.

Metodykę prawdy znaleziono nie z pobudek prawdy, jeno z pobudek mocy, z pobudek chęci górowania.

Przez co prawda wykazuje się dowodnie? Przez uczucia wzmożonej mocy — przez pożyteczność — przez niezbędność — jednym słowem przez korzyści. Ale jest to przesąd: znak, iż nie chodzi wcale o prawdę...

Co znaczy np. „dążenie do prawdy” u Goncourtów? U naturalistów? Krytyka „obiektywności”.

Dlaczego poznawać: dlaczego nie łudzić się raczej?... To, czego chciano, była to zawsze wiara — a nie prawda... Wiarę stwarzają wręcz przeciwne środki aniżeli metodyka badania: wyklucza ona nawet te ostatnie.

255.

Męczennicy. Wszystko, co zasadza się na czci głębokiej, by było zwalczane, wymaga ze strony atakujących pewnego zuchwałego, bezwzględnego, nawet bezwstydnego sposobu myślenia... Jeśli zważy się teraz, że ludzkość przez tysiącolecia tylko błędy jako prawdy uświęcała, że nawet wszelką krytykę tychże piętnowała jako znak lichego sposobu myślenia, to z żalem trzeba wyznać przed sobą, że potrzeba było znacznej ilości wszelkich niemoralności, by dać inicjatywę do ataku, chcę powiedzieć do okazania rozumu... Że ci immoraliści sami odgrywali zawsze rolę „męczenników prawdy”, należy im to przebaczyć: prawdą jest, że nie popęd do prawdy, jeno rozkład, zbrodniczy sceptycyzm, ochoczość do przygód były popędem, z którego oni negowali. W innym wypadku są to osobiste rancune145, które pchają ich w dziedzinę problematów — walczą oni przeciwko problematom, żeby mieć słuszność wobec osób. Ale przede wszystkim jest to zemsta, która stała się naukowo użyteczną — zemsta uciśnionych, takich, którzy przez prawdę panującą zostali zepchnięci na bok, a nawet zdławieni...