Prawdę, chcę powiedzieć, metodykę naukową, ujęli i rozwijali ci, którzy odgadli w niej narzędzie walki — broń do niszczenia... Ażeby przeciwników swoich wznieść na zaszczytne stanowisko, potrzebowali oni zresztą aparatu w rodzaju tego, jakim się posługiwali ci, których oni atakowali: pojęcie „prawdy” afiszowali oni tak bezwarunkowo, jak i ich przeciwnicy — stawali się fanatykami, przynajmniej w postawie, ponieważ żadnej innej postawy nie brano poważnie. Resztę zrobiło następnie prześladowanie, namiętności i niepewność prześladowanego — nienawiść rosła, a zatem zmniejszał się warunek niezbędny do pozostania na gruncie wiedzy. Ostatecznie wszyscy społem chcieli oni mieć słuszność w taki sam niedorzeczny sposób, jak ich przeciwnicy... słowa „przekonanie”, „wiara”, duma męczenników — są to wszystko stany najniekorzystniejsze dla poznania. Przeciwnicy prawdy ostatecznie sami zaakceptowali znowu całą subiektywną manierę rozstrzygania o prawdzie, mianowicie przez przybieranie postawy, przez ofiary, przez heroiczne postanowienia — tzn. przedłużyli oni panowanie metody antynaukowej. Jako męczennicy kompromitowali oni własny swój czyn.
256.
Teoria i praktyka. Niebezpieczne rozróżnianie między „teoretyczny” a „praktyczny” np. u Kanta, ale także i u starożytnych: postępują oni tak, jak gdyby czysta duchowość nasuwała im problematy poznania i metafizyki; postępują oni tak, jak gdyby praktykę należało sądzić wedle własnej jej miary, bez względu na to, jak wypadnie odpowiedź teorii.
Przeciwko pierwszemu zwracam moją psychologię filozofa: najbardziej obca im kalkulacja i ich „duchowość” pozostają zawsze tylko ostatnim i najbledszym wyciskiem pewnego fizjologicznego faktu; absolutnie brak w tym dowolności, wszystko jest instynktem, wszystko ma z góry zakreślony i wytknięty kierunek...
Przeciwko drugiemu zwracam się z zapytaniem, czy znamy inną metodę, by dobrze postępować, jak: dobrze myśleć; to drugie jest postępowaniem, a pierwsze w założeniu wymaga myślenia. Czyż mamy możność, by wartość pewnego sposobu życia inaczej jakoś osądzić, niż sądzimy o wartości pewnej teorii: przez indukcję, przez porównanie?... Naiwni wierzą, jakobyśmy tutaj byli w lepszym położeniu, jakobyśmy tutaj wiedzieli, co jest „dobre” — a filozofowie powtarzają to za nimi. My dochodzimy do wniosku, iż tutaj obecną jest wiara, nic więcej...
„Trzeba działać; zatem potrzeba jest jakiegoś prawidła” — powiadali nawet sceptycy starożytni. Natarczywość jakiegoś rozstrzygnięcia jako argument, by cokolwiek uważać tutaj za prawdę!...
„Trzeba nie działać” — powiadali ich konsekwentni bracia, buddyści, i wymyślili prawidło, jak uwolnić się od działania...
Wcielić się do szeregu, żyć, jak żyje „człek pospolity”, uważać za słuszne i dobre to, co on uważa za słuszne: jest to poddanie się instynktowi stadnemu. Swoją odwagę i swoją surowość trzeba posunąć tak daleko, by takie poddanie się odczuwać jak wstyd. Nie żyć według dwojakiej miary!... nie oddzielać teorii od praktyki!...
257.
Nic nie jest prawdą z tego, co ongi uważane było za prawdę. Co ongi było pogardzane jako nieświęte, co było zakazane, na wzgardę zasługujące, zgubne — wszystkie te kwiaty rosną dziś na miłej ścieżce prawdy.