Cała ta stara moralność nic nas już nie obchodzi: nie ma w niej ani jednego pojęcia, które by zasługiwało jeszcze na szacunek. Przeżyliśmy ją — nie jesteśmy już dość nieokrzesani i naiwni, by w ten sposób musieć kazać się okłamywać... Mówiąc grzeczniej: jesteśmy za cnotliwi na to... I jeśli prawda w starym znaczeniu była prawdą tylko dlatego, że stara moralność przytakiwała jej, że mogła jej przytakiwać: to wynika stąd, iż nie potrzebujemy już także i żadnej prawdy dawnej... Naszym kryterium prawdy nie jest bynajmniej moralność: my zbijamy jakieś twierdzenie przez to, że wykazujemy je dowodnie jako zależne od moralności, jako inspirowane przez uczucia szlachetne.
258.
Wszystkie te wartości są empiryczne i uwarunkowane. Ale ten, kto w nie wierzy, kto je czci, ten nie chce właśnie uznać tego charakteru. Filozofowie wierzą społem w te wartości i jedną formą czczenia ich było usiłowanie zrobienia z nich prawd — a priori. Fałszujący charakter czci...
Cześć jest wysoką próbą intelektualnej prawości: ale w całej historii filozofii nie ma żadnej intelektualnej prawości — jeno „miłość dobra”.
Absolutny brak metody mającej na celu zbadanie wartości tych wartości; po drugie: niechęć do badania tych wartości, w ogóle do uważania ich za warunkowe. Przy wartościach moralnych brano pod uwagę antynaukowe instynkty wszystkie razem, by wykluczyć tutaj wiedzę...
259.
Dlaczego filozofowie są potwarcami. Podstępna i ślepa wrogość filozofów względem zmysłów — jakżeż wiele pospólstwa i poczciwca jest w całej tej nienawiści!
Dla ludu nadużycie, którego skutki odczuwa, jest zawsze zarzutem przeciwko temu, co zostało nadużyte: wszystkie powstańcze ruchy przeciwko zasadom, bądź to w dziedzinie polityki, bądź w dziedzinie wiedzy, argumentują zawsze tak z ukrytą myślą, żeby przedstawić abusus146 jako od zasady nieodzowny i z nią związany.
Jest to nędzna historia: człowiek poszukuje jakiejś zasady, dzięki której może pogardzać człowiekiem — wynajduje on jakiś inny świat, by móc spotwarzać i brukać ten świat: w rzeczy samej za każdym razem wyciąga rękę po nicość i z nicości konstruuje „Boga”, „prawdę”, a w każdym razie sędziego i potępiciela tego istnienia...
Jeśli się chce mieć dowód na to, jak głęboko i zasadniczo szukają zaspokojenia właściwie barbarzyńskie potrzeby człowieka, jeszcze i w swym poskromieniu i „cywilizacji”, to proszę przyjrzeć się „leitmotywom” całego rozwoju filozofii: jest to rodzaj zemsty nad rzeczywistością, podstępnie tajemne obracanie w niwecz tej oceny wartości, w której człowiek żyje; dusza niezadowolona, która stany poskromienia odczuwa jako torturę i której sprawia rozkosz lubieżną chorobliwe strzępienie wszystkich więzów, jakie ją do nich przykuwają.