I. Wola mocy jako poznanie

260.

„Myśli się: istnieje tedy coś myślącego”: do tego sprowadza się argumentacja Kartezjusza. Lecz to znaczy wiarę swoją w pojęcie substancji uważać za „prawdziwą a priori” — albowiem, jeśli się myśli, musi istnieć coś, „co myśli”, jest po prostu sformułowaniem naszego przyzwyczajenia gramatycznego, które wszelkiej czynności przypisuje sprawcę. Krótko mówiąc, ustanawia się już tutaj postulat logiczno-metafizyczny — i nie tylko konstatuje... Drogą Kartezjusza nie dochodzi się do czegoś absolutnie pewnego, lecz tylko do pewnego faktu bardzo silnej wiary.

Jeśli się zredukuje twierdzenie do „myśli się, przeto istnieje myśl”, otrzymuje się po prostu tautologię: i właśnie tego, co jest kwestią „realności myśli”, nie porusza się wcale — w tej mianowicie formie „pozorność” myśli nie da się odrzucić. To jednak, czego chciał Kartezjusz, jest to, że myśl posiada nie tylko realność pozorną, lecz realność w sobie.

261.

Obstaję także niewzruszenie i przy fenomenalizmie świata wewnętrznego: wszystko, co dochodzi do naszej świadomości, wprzódy zostaje gruntownie dopasowane, uproszczone, zeschematyzowane, wytłumaczone — rzeczywiste zjawisko „postrzegania” wewnętrznego, związek przyczynowy między myślami, uczuciami, pożądaniami, między podmiotem i przedmiotem jest dla nas absolutnie ukryty — i, być może, po prostu fantazją. Z tym „pozornym światem wewnętrznym” postępuje się według zupełnie tych samych form i procedur, jak ze światem „zewnętrznym”. Nigdy nie natykamy się na „rzeczywistości”: przyjemność i nieprzyjemność są to późne, pochodne zjawiska intelektualne...

„Przyczynowość” wymyka się nam; przypuszczać między myślami bezpośredni związek przyczynowy, jak to czyni logika — jest to skutek najgrubszej i najniezdarniejszej obserwacji. Między dwiema myślami jest miejsce jeszcze na grę najrozmaitszych uczuć: lecz ruch ich jest zbyt szybki, dlatego zaniepoznajemy je, zaprzeczamy ich istnienia...

„Myślenie”, jak je ustalają teoretycy poznania, nie zdarza się zgoła: jest to fikcja całkiem samowolna, którą się osiąga przez wyłączenie jednego pierwiastku z procesu i odjęcie wszystkich innych, sztuczne dopasowanie gwoli zrozumiałości...

„Duch” — coś, co myśli: bodaj nawet „duch absolutny, czysty, pur” — ta koncepcja jest drugim pochodnym skutkiem błędnej samoobserwacji, wierzącej w myślenie: tutaj po pierwsze wyimaginowano akt, zgoła nie zdarzający się, „myślenie”, i następnie wyimaginowano substrat podmiotowy, w którym znajduje swe pochodzenie każdy akt tego myślenia i zresztą nic ponadto: to znaczy zarówno czynność, jak sprawca czynności są zmyślone.

262.