Forma uchodzi za coś trwałego i przeto cennego; lecz formę myśmy tylko wynaleźli; i choćby się najczęściej „tę samą formę urzeczywistniało”, nie znaczy to, że jest to forma ta sama — lecz zjawia się zawsze coś nowego — i tylko my, którzy porównywamy, zaliczamy rzecz nową, o ile jest podobna do dawnej, do jedności „formy”. Jak gdyby typ winien być osiągniętym i niejako przewodniczył tworzeniu się i w nim był zawarty.

Forma, gatunek, prawo, idea, cel — wszędzie tutaj popełnia się ten sam błąd, iż pod fikcję podsuwa się fałszywą realność: jak gdyby to, co się dzieje, zawierało w sobie jakiekolwiek posłuszeństwo — przeprowadza się tedy sztuczny podział w tym, co się dzieje, między tym, co działa i tym, według czego działanie się kieruje, lecz owo „co” i owo „według czego” ustanawia się tylko z posłuszeństwa dla dogmatyki metafizyczno-logicznej: faktycznością żadną nie jest to wszystko.

Nie należy tego musu tworzenia pojęć, gatunków, form, celów, praw rozumieć tak, jak gdybyśmy przez to byli w stanie utrwalić świat prawdziwy; lecz jako mus dopasowania na swój użytek świata, przy którym nasza egzystencja stałaby się możliwa — przez to tworzymy świat dla siebie obliczalny, uproszczony, zrozumiały itd.

Ten sam mus istnieje w działalności zmysłów, którą podtrzymuje rozum — przez upraszczanie, pogrubianie, podkreślanie i przez zmyślanie, na czym opiera się wszelkie „rozpoznawanie”, wszelka możliwość uczynienia się zrozumiałym. Potrzeby uczyniły nasze zmysły tak dokładnymi, że „jednakowy świat zjawisk” powraca zawsze i dzięki temu przybrał pozory rzeczywistości.

Nasz mus subiektywny wierzenia w logikę wyraża tylko, że długo przedtem, zanim sama logika doszła do naszej świadomości, nie czyniliśmy nic innego, jeno to, że jej postulaty wkładaliśmy w to, co się dzieje: teraz odnajdujemy je tam — nie możemy postępować inaczej i wyobrażamy sobie teraz, że mus ten jest jakąś rękojmią „prawdy”. Myśmy to stworzyli „rzecz”, „rzecz jednakową”, podmiot, predykat, działanie, przedmiot, substancję, formę, przez to, żeśmy Bóg wie jak długo trudnili się przyrównywaniem, pogrubianiem, upraszczaniem. Świat wydaje się nam logicznym, ponieważ myśmy go uprzednio zlogizowali.

280.

Ku zwalczeniu determinizmu. Z tego, że coś zdarza się regularnie i daje obliczyć, nie wypływa, że zdarza się z konieczności. Że pewna ilość siły w każdym określonym wypadku określa się i zachowuje w jeden szczególny sposób, nie czyni jeszcze to ją „niewolną wolą”. „Konieczność mechaniczna” nie jest rzeczywistym stanem rzeczy: myśmy ją dopiero w to, co się dzieje, winterpretowali. Możliwość sformułowania tego, co się dzieje, wytłumaczyliśmy jako rezultat panującej nad tym, co się dzieje, konieczności. Lecz z tego, iż czynię coś określonego, nie wypływa zgoła, że czynię to zmuszony. Przymus całkiem nie daje się wykazać w rzeczach: reguła dowodzi tylko, że jedno i to samo dzianie się, nie jest dzianiem się innym. Dopiero przez to, że w rzeczy wmówiliśmy podmioty, „sprawców”, powstaje pozór, że wszystko, co się dzieje, jest rezultatem przymusu wywieranego na podmioty — wywieranego przez kogo? Znowu przez „sprawcę”. Przyczyna i skutek — pojęcia niebezpieczne, póki się myśli o czymś, co jest przyczyną i o czymś, na co się działa.

a) Konieczność nie jest stanem rzeczy, lecz interpretacją.

b) Jeśli się pojęło, że „podmiot” nie jest czymś, co działa, lecz fikcją, wypływa stąd wiele.

Na wzór podmiotu wynaleźliśmy rzeczowość i wprowadziliśmy jako interpretację w zamieszanie wrażeń. Jeżeli przestajemy wierzyć w podmiot działający, upada wtedy wiara w rzeczy działające, w oddziaływanie wzajemne, w przyczynę i skutek między owymi fenomenami, które nazywamy rzeczami.