Upada wtedy również naturalnie świat atomów działających: których istnienie przypuszczamy, wychodząc z założenia, iż potrzebujemy podmiotów.
Upada także w końcu „rzecz sama w sobie”: ponieważ jest to w gruncie koncepcja „podmiotu samego w sobie”. Lecz pojęliśmy, że podmiot jest fikcją. Przeciwieństwo między „rzeczą samą w sobie” i „zjawiskiem” nie daje się utrzymać; z tym jednak upada też pojęcie „zjawiska”.
c) Jeśli odstąpimy od podmiotu działającego, tedy odstępujemy także od przedmiotu, na który się działa. Trwanie, równość z samym sobą, byt nie są nieodłączne ani od tego, co nazywa się podmiotem, ani od tego, co nazywa się przedmiotem: są to kompleksy pewnego przebiegu zjawiska ze względu na inne kompleksy pozornie trwałe — więc np. różnią się tempem tego, co się dzieje (spokój — ruch, stały — sypki: wszystko to przeciwieństwa nie istniejące same przez się i wyrażające rzeczywiście tylko stopnie różności, lecz wydające się przeciwieństwami tylko wobec pewnej miary optycznej. Nie ma przeciwieństw: pojęcie przeciwieństwa czerpiemy tylko z logiki — stamtąd też na rzeczy fałszywie przeniesione zostało).
d) Poniechawszy pojęcia „podmiotu” i „przedmiotu”, odstępujemy zarazem od pojęcia „substancji” — i tym samym od jej modyfikacji rozmaitych, na przykład „materii”, „ducha” i innych istot hipotetycznych, „wieczności i niezmienności materii” itd. Pozbywamy się materialistyczności.
Mówiąc słowami moralności, świat jest fałszywy. Lecz o ile moralność sama jest częścią tego świata, moralność jest fałszywa.
Wola prawdy jest ustalaniem, uwiarygodnianiem, utrwalaniem, usuwaniem sprzed oczu owego charakteru fałszywego, transponowaniem go na bytowanie. „Prawda” tedy nie jest czymś, co się znajduje i co by można było wynaleźć i odkryć — lecz czymś, co trzeba stworzyć, co służy jako nazwa dla procesu, bardziej jeszcze dla woli opanowania, która sama przez się nie ma końca: jest wkładaniem prawdy, jako processus in infinitum jako określenie czynne — nie zaś uświadamianiem sobie czegoś, co by samo przez się miało być stałym i określonym. Jest to wyraz dla „woli mocy”.
Życie opiera się na założeniu, że istnieje wiara w rzeczy trwałe i regularnie powracające; im potężniejsze życie, tym szerszy musi być świat, dający się odgadnąć, świat, który niejako czynimy istniejącym. Logizowanie, racjonalizowanie, schematyzowanie środkami pomocniczymi życia.
Człowiek rzutuje swój popęd do prawdy, swój „cel” w pewnym znaczeniu poza siebie jako świat bytujący, jako świat metafizyczny, jako „rzecz samą w sobie”, jako świat już obecny. Jego potrzeba twórcy komponuje już świat, nad którym on pracuje, antycypuje go; to antycypowanie (ta „wiara” w prawdę) jest jego podporą.
Wszystko, co się dzieje, wszelki ruch, wszelkie stawanie się stwierdzeniem stosunków stopni i siły, walką...
„Dobro indywiduum” jest również fikcyjne jak „dobro gatunku”: nie poświęca się pierwszego drugiemu, gatunek, rozważany z oddalenia, jest czymś równie płynnym jak indywiduum. „Zachowanie gatunku” jest tylko rezultatem wzrostu gatunku, to znaczy przezwyciężeniem gatunku na drodze do rodzaju silniejszego.