Zło jest w tym, że ze starymi przeciwieństwami „pozorny” i „prawdziwy” rozpowszechniał się współrzędny sąd o wartościach: „lichszej wartości” i „wartości absolutnej”.

Świat pozorny nie uchodzi w naszych oczach za świat „cenniejszy”; pozór ma być instancją przeciw wartości najwyższej. Wartościowym w sobie może być tylko świat „prawdziwy”...

Przesąd nad przesądami! Przede wszystkim byłoby w istocie rzeczą możliwą, że prawdziwa własność rzeczy do tego stopnia byłaby szkodliwa dla wymagań życia, tak im przeciwna, że właśnie pozór byłby potrzebny, żeby móc żyć... Zdarza się to w wielu sytuacjach, np. w małżeństwie.

Nasz świat empiryczny byłby też zawarunkowany co do swych granic poznania przez instynkty samozachowawcze: uważamy za prawdziwe, za dobre, za cenne, co sprzyja zachowaniu gatunku...

a) Nie posiadamy kategorii, według których moglibyśmy oddzielić świat prawdziwy od pozornego. (Najwyżej mógłby istnieć świat pozorny, lecz nie tylko nasz świat pozorny.)

b) Jeślibyśmy przypuścili istnienie świata prawdziwego, mógłby to zawsze być świat mniejszej jeszcze wartości dla nas: albowiem właśnie ilość złudzenia mogłaby mieć dla nas większą wartość ze względu na samozachowanie. (Jeśliby tylko pozór sam w sobie nie uzasadniał sądu odrzucającego?)

c) Że istnieje współrzędność między stopniami wartości a stopniami realności (tak iż wartości najwyższe posiadają też najwyższą realność), jest to postulat metafizyczny, wychodzący z założenia, iż znamy hierarchię wartości: a mianowicie, że jest to hierarchia moralna... Tylko przy takim założeniu prawda jest konieczna do zdefiniowania wszystkiego, co ma wartość najwyższą.

B.

Jest rzeczą kardynalnej wagi, żeby świat prawdziwy został zniesiony. On jest wielkim budzicielem wątpliwości i pomniejszycielem świata, którym my jesteśmy: był on najniebezpieczniejszym dotychczas zamachem na życie.

Wojna ze wszystkimi hipotezami, na których podstawie wymyślono świat prawdziwy. Do tych hipotez należy ta, jakoby wartości moralne miały być najwyższymi.