310.
Jeśli się jest w sprawie „dlaczego?” swego życia ze sobą w porządku, tedy łatwo się odstępuje jego „jak?” Jest to nawet już oznaką niewiary w „dlaczego”, w cel i znaczenie, brakiem woli, jeśli wartość przyjemności i nieprzyjemności występuje na plan pierwszy i nauki hedonistyczno-pesymistyczne znajdują posłuch; i wyrzeczenie się, rezygnacja, cnota, „przedmiotowość” mogą co najmniej być już oznakami tego, iż poczyna zbywać na rzeczy głównej.
311.
Moją teorią byłoby: żeby działacza z powrotem w działanie wcielić, kiedy abstrakcyjnie został zeń wyciągnięty, a w ten sposób działanie stało się próżne; żeby „zdziaływanie czegoś”, „dążenie”, „zamiar” — „cel” z powrotem w działanie przyjąć, kiedy się je sztucznie z niego wyciągnęło i przez to uczyniło je próżnym; że wszystkie „zamiary”, „cele”, „znaczenia” są tylko sposobami wyrażania się i metamorfozami jednej woli, nieodłącznej od wszystkiego, co się dzieje, woli mocy, że posiadać dążenia, cele, zamiary, chcieć w ogóle, jest tyle, co chcieć stać się silniejszym, chcieć wzrastać — i ku temu chcieć środków; że najpowszechniejszy i najgłębszy instynkt we wszelkim działaniu i chceniu właśnie dlatego pozostał najbardziej nieznany i najbardziej ukryty, ponieważ in praxi174 zawsze idziemy za jego przykazaniami, ponieważ tym przykazaniem jesteśmy...
Wszystkie oceny wartości są tylko skutkami i ciaśniejszymi perspektywami w służbie tej jednej woli; sama ocena wartości jest tylko tą wolą mocy; krytyka bytu z punktu widzenia jakiejkolwiek z tych wartości jest czymś niedorzecznym i jakimś nieporozumieniem; jeśli przypuścimy nawet, że poczyna się tu proces zagłady, tedy i proces ten jeszcze zostaje w służbie tej woli...
Byt sam oceniać: lecz ocenianie samo jest jeszcze bytem — i mówiąc „nie”, czynimy wciąż jeszcze to, czym jesteśmy... Należy sobie zdawać sprawę z niedorzeczności tej postawy, sądzącej istnienie; i następnie jeszcze starać się odgadnąć, co właściwie poza tym się kryje. Jest to symptomatyczne.
312.
„Suma nieprzyjemności przeważa sumę przyjemności, przeto nieistnienie świata byłoby lepsze niż jego istnienie” — „Świat jest czymś, co, rozumnie rzeczy biorąc, nie powinno by istnieć, ponieważ wrażliwemu podmiotowi przyczynia więcej nieprzyjemności niż przyjemności” — podobna paplanina nazywa się dziś pesymizmem!
Przyjemność i nieprzyjemność są rzeczami ubocznymi, nie zaś przyczynami, ocenami drugorzędnymi wywodzącymi się dopiero z wartości panującej — w formie uczucia przemawiającymi „pożyteczny”, „szkodliwy”, a przeto bezwzględnie znikomymi i zależnymi. Albowiem przy każdym „pożyteczny”, „szkodliwy” zawsze jeszcze jest do postawienia setka różnych pytań „do czego?”. Gardzę tym pesymizmem uczuciowości: sam on jest oznaką głębokiego zubożenia życia.