Pojęcie „kary” należy zredukować do pojęcia: stłumienie buntu, środki bezpieczeństwa przeciw pokonanym (zupełne lub połowiczne niewolnictwo). Ale karą nie należy wyrażać pogardy; przestępca w każdym razie jest człowiekiem, który ryzykuje swe życie, swą cześć, swą wolność — jest człowiekiem odważnym. Podobnie nie należy pojmować kary jako pokuty; lub jako odpłaty, jak gdyby między winą i karą zachodził stosunek wymiany, kara nie oczyszcza, albowiem przestępstwo nie plami.
Przestępcy nie należy odejmować możliwości zawarcia pokoju ze społeczeństwem, jeśli tylko nie należy do rasy przestępczej. W ostatnim wypadku winno się walczyć z nim, zanim jeszcze popełni coś wrogiego (pierwsza operacja, skoro go się posiada w swej mocy: kastrować go).
Nie należy wyrzucać przestępcy jego złych manier, ani niskiego stopnia jego inteligencji. Nie ma nic bardziej zwykłego niż to, że on sam źle się rozumie (mianowicie jego instynkt buntowniczy, jego mściwość zdeklasowanego bywają często nieświadomą siebie — faute de lecture185, że pod wrażeniem obawy, niepowodzenia czyn swój oczernia i bezcześci: pomijając zupełnie już takie wypadki, w których, jakby się dało wykazać psychologicznie, przestępca ustępuje niepojętemu popędowi i czynowi swemu, dzięki okolicznościom ubocznym, przypisuje fałszywe motywy, np. kradzież, podczas kiedy zależało mu na krwi...).
Należy się wystrzegać wydawania sądu o człowieku na zasadzie oddzielnego czynu. Ostrzegał przed tym Napoleon. Szczególniej czyny bardzo wypukłe są mało znaczące. Jeśli ktoś z nas nie ma na sumieniu przestępstwa, np. mordu — czemu to przypisać należy? Iż zbywało nam na kilku sprzyjających temu okolicznościach. I jeślibyśmy to uczynili, co by to mówiło o naszej wartości? W ogóle gardzono by nami, jeśliby przypuszczano, że nie jesteśmy w stanie zabić człowieka, kiedy tego okoliczności wymagać będą. Niemal we wszystkich przestępstwach wyrażają się zarazem własności, na których człowiekowi zbywać nie powinno. Nie bez słuszności powiedział Dostojewski o mieszkańcach owych sybirskich domów kary, iż tworzą oni najsilniejszą i najcenniejszą część składową ludu rosyjskiego. Jeśli między nami przestępca jest źle odżywianą i więdnącą rośliną, stanowi to ujmę dla naszych stosunków społecznych; w epoce Odrodzenia przestępca prosperował i zdobył sobie swój rodzaj cnoty — cnoty w stylu renesansowym, virtu, cnoty wolnej od moralizny.
Podnosić można tylko takich ludzi, których nie traktuje się z pogardą; pogarda moralna jest większym upodleniem i krzywdą niż jakiekolwiek przestępstwo.
332.
W naszym świecie cywilizowanym spotykamy niemal wyłącznie zmarniałych przestępców, uginających się pod potępieniem i pogardą społeczną, nieufnych względem siebie, często umalających i oczerniających swój czyn, nieudany typ przestępcy; i bronimy się przed wyobrażeniem, że wszyscy ludzie wielcy byli przestępcami, tylko w stylu wielkim, nie zaś nędznym, że przestępstwo idzie w parze z wielkością (tak przemawia coś ze świadomości badaczów nerek i wszystkich tych, co najgłębiej zstąpili w dusze wielkie). „Wolny ptak” względem tradycji, sumienia, obowiązku — każdy człowiek wielki zna to niebezpieczeństwo. Ale on go także pragnie: pragnie celu wielkiego, a przeto i środków ku niemu.
333.
W dawnym prawie karnym potężnym było pojęcie religijne: pokutniczej siły kary. Kara oczyszcza: w świecie nowoczesnym plami. Kara jest spłatą: człowiek pozbywa się rzeczywiście tego, dla czego chciał cierpieć tyle. Pod warunkiem, że się wierzy w tę siłę kary, następuje po niej ulga i wytchnienie, które się rzeczywiście zbliża do nowego zdrowia, do wyzdrowienia. Nie tylko zawarło się znowu pokój ze społeczeństwem, ale i w oczach własnych przywróconym się znowu zostało do czci, stało się — „czystym”... Obecnie kara odosabnia jeszcze bardziej niż przestępstwo; fatalność, ciążąca nad przestępstwem, wzrosła do tego stopnia, że stała się nieuleczalna. Z kary wychodzi się wrogiem społeczeństwa... Odtąd istnieje jeden wróg więcej...
Jus talionis186 może być dyktowany przez ducha odpłaty (tj. przez złagodzony instynkt zemsty); lecz np. u Manu187 jest potrzeba posiadania równoważnika, żeby odpokutować, żeby z punktu widzenia religijnego znowu stać się „wolnym”.