W końcu: wzrastająca cywilizacja, która z konieczności przynosi też z sobą przyrost pierwiastków chorobliwych, neuro-psychiatrycznych i kryminalistycznych. Powstaje species pośrednia, artysta, od kryminalności czynu oddzielony słabością woli i lękliwością socjalną, niedojrzały również jeszcze do domu obłąkanych, lecz swymi mackami z ciekawością sięgający w sfery obydwie: ta specyficzna roślina cywilizacyjna, nowoczesny artysta, malarz, muzyk, przede wszystkim powieściopisarz, używający do scharakteryzowania swego rodzaju bardzo niewłaściwego terminu „naturalizm”... Liczba obłąkanych, przestępców i „naturalistów” wzrasta: oznaka rosnącej i gwałtownie śpieszącej naprzód cywilizacji — tzn. że braki, odpadki, wydzieliny nabierają znaczenia — cofanie się dotrzymuje kroku...

W końcu: społeczna mieszanina, skutek Rewolucji, ustanowienie równouprawnienia, przesądu „równości ludzi”. Przy tym mieszają się przedstawiciele instynktów upadku (ressentiment214, niezadowolenia, popędu niszczycielskiego, anarchizmu i nihilizmu) z instynktami niewolniczymi, instynktami tchórzostwa, przebiegłości i nikczemności warstw długo utrzymywanych u spodu ze krwią wszystkich stanów: dwa, trzy pokolenia przeminą, a rasy poznać nie można — wszystko stanie się plebsem. Z tego rodzi się instynkt powszechny przeciw wyborowi, przeciw przywilejom wszelkiego rodzaju, instynkt tak potężny i pewny, nieugięty, okrutny w praktyce, iż w rzeczywistości poddają mu się rychło nawet uprzywilejowani. To, co chce posiadać jeszcze moc, schlebia plebsowi, pracuje z plebsem, musi mieć plebs po swej stronie — „geniusze” przede wszystkim: stają się heroldami uczuć, które entuzjazmują tłumy — nuta współczucia, cześć nawet dla wszystkiego, co cierpi, żyje w poniżeniu, wzgardzie, prześladowaniu, rozbrzmiewa ponad wszystkimi innymi nutami (typy: Victor Hugo i Ryszard Wagner). Wyniesienie plebsu oznacza wyniesienie raz jeszcze starych wartości...

W ruchu tak krańcowym pod względem tempa i środków, jakim jest nasza cywilizacja, zmienia się środek ciężkości ludzi: tych ludzi, na których najbardziej zależy, na których niejako spoczywa wielkie niebezpieczeństwo skompensowania takiego ruchu chorobliwego. Ci będą opóźniaczami par excellence215, powolnie asymilującymi, porzucającymi z trudem, względnie trwałymi pośród tej potwornej przemiany i mieszania się pierwiastków. W takich warunkach z konieczności przenosi się punkt ciężkości ku miernym: przeciw panowaniu plebsu i ekscentryków (jedni i drudzy najczęściej w sojuszu) konsoliduje się mierność, jako rękojmia i przedstawicielka przyszłości. Stąd rodzi się dla ludzi wyjątkowych nowy przeciwnik — lub też nowa pokusa. Jeśli przypuścimy, że nie przystosowują się do plebsu i nie śpiewają hymnów pochwalnych na cześć „wydziedziczonych”, muszą się stać „średnimi” i „sumiennymi”. Wiedzą wszak, że mediocritas jest także złota — nawet ona wyłącznie rozporządza pieniądzem i złotem (wszystkim, co błyszczy...). I oto jeszcze raz stara cnota i w ogóle cały przeżyty świat ideału zyskuje utalentowanych rzeczników... Rezultat: mierność zyskuje ducha, dowcip, geniusz — staje się zajmującą, uwodzi...

Rezultat: wysoka kultura może się utrzymywać tylko na szerokiej podstawie, na silnie i zdrowo skonsolidowanej mierności. W jej służbie i przez nią obsługiwana pracuje nauka — i nawet sztuka. Nauka nie może sobie życzyć niczego lepszego: dla niej jako takiej najodpowiedniejszy jest średni rodzaj człowieka — między wyjątkami jest nie na miejscu — nie ma w swych instynktach nic arystokratycznego, jeszcze mniej anarchistycznego. Następnie moc środka utrzymuje się dzięki handlowi, przede wszystkim handlowi pieniężnemu: instynkt wielkich finansistów jest przeciwny wszelkiej krańcowości — oto dlaczego Żydzi są tymczasem najkonserwatywniejszą siłą w tak zagrożonej i niepewnej Europie. Nie potrzeba im ani rewolucji, ani socjalizmu, ani militaryzmu. Jeśli chcą posiadać moc i mieć ją także nad partią rewolucyjną, jest to tylko wniosek z tego, co się rzekło poprzednio, nie zaś sprzeczność. Nieraz względem innych kierunków krańcowych potrzebują wzbudzać strach — przez to, iż pokazują, jak to wszystko znajduje się w ich rękach. Lecz sam ich instynkt jest niezmiennie konserwatywny — i „mierny”... Umieją wszędzie, gdzie jest moc, być potężnymi: lecz zużytkowują moc zawsze w jednym kierunku. Zaszczytne miano „mierności”, jak wiadomo, brzmi „liberalizm”...

Rozwaga. Rzecz niedorzeczna z góry przypuszczać, żeby całe to zwycięstwo wartości miało być antybiologiczne: należy się starać raczej objaśnić je interesem życiowym, utrzymaniem typu „człowiek” nawet za pomocą tej metody przewagi słabych i upośledzonych — czy w przeciwnym wypadku człowiek nie przestałby istnieć. Problemat.

Spotęgowanie typu maż216 być zgubne dla zachowania gatunku? Dlaczego?

Doświadczenia historii pouczają: rasy silne dziesiątkują się wzajemnie: przez wojny, żądzę władzy, przygody, silne afekty: marnotrawstwo (nie kapitalizuje się już siły, nadmierne napięcie wywołuje zaburzenia duchowe); egzystencja ich jest kosztowna, krótka — zużywają się wzajemnie; występują okresy głębokiego zwątlenia i opadu: wszystkie wielkie epoki trzeba było przypłacić... W następstwie silni są słabsi, bardziej bezwolni, niedorzeczniejsi niż średnio słabi.

Są to rasy rozrzutne. „Trwanie” bowiem samo w sobie nie miałoby żadnej wartości: wolelibyśmy krótsze, lecz bogatsze w wartości istnienie gatunku. Pozostawałoby dowieść, że w przeciwnym razie otrzymano by bogatszy wynik wartości niż w wypadku egzystencji krótszej; tzn. człowiek jako zespolenie sił zyskuje o wiele wyższe quantum217 panowania nad rzeczami, w trybie rzeczy zwykłym... Stoimy wobec problematu ekonomii.

390.

Konieczność dowiedzenia, że coraz ekonomiczniejsze zużywanie człowieka i ludzkości, coraz trwalsza i wzajemnie powiązana „maszyneria” interesów i produkcyjności, pociąga za sobą ruch przeciwny. Tą reakcją nazywam wydzielenie zbytkownego nadmiaru ludzkości: w niej ma wystąpić na światło rasa silniejsza, typ wyższy, posiadający inne warunki powstawania i utrzymywania się niż człowiek średni. Ideą moją, moją przenośnią na oznaczenie tego typu jest, jak wiadomo, słowo „nadczłowiek”.