420.
Schopenhauer wykładał wysoki intelektualizm jako zerwanie z wolą; nie chciał widzieć oswobodzenia się od przesądów moralnych, towarzyszącego rozpętaniu się ducha wielkiego, typowej niemoralności geniuszu; sztucznie ustanowił to, co sam czcił jedynie, moralną wartość „wyjścia poza siebie”, także jako warunek duchowej działalności, „obiektywnego” wejrzenia. Nawet w sztuce „prawda” występuje po odciągnięciu woli...
Poprzez wszelką idiosynkrazję226 moralną widzę z gruntu odmienne szacowanie wartości: nie znam takiego niedorzecznego rozdziału między „geniuszem” a światem woli moralnej i immoralnej. Człowiek moralny jest niższą odmianą niż człowiek niemoralny, odmianą słabszą; ba — z moralności nawet jest typem, tylko nie typem swoim własnym; jest kopią, dobrą kopią w najlepszym razie — miara jego wartości znajduje się zewnątrz niego. Cenię człowieka według quantum227 mocy i pełni jego woli: nie zaś według osłabienia i wygaśnięcia jej; filozofię, która uczy zaprzeczania woli, uważam za naukę poniżania i oczerniania... Cenię moc woli podług tego, jak wiele może znieść oporu, bólu, tortur i umie je obrócić na swą korzyść; nie poczytuję istnieniu za zarzut jego charakteru złego i bolesnego, lecz czerpię stąd nadzieję, że kiedyś będzie ono gorsze i boleśniejsze niż dotychczas...
Szczytem duchowym, jaki wyimaginował Schopenhauer, było to, żeby dojść do poznania, iż nic nie ma sensu, krótko mówiąc, to poznać, co instynktownie człowiek dobry sam przez się czyni... Neguje on, żeby mogły istnieć wyższe rodzaje intelektu — wniknięcie swoje uważał za non plus ultra... Obok Schopenhauera chciałbym scharakteryzować Kanta (Goethego ustęp o złu radykalnym): nic greckiego, absolutnie antyhistoryczny (ustęp o Rewolucji francuskiej) i fanatyk moralności. I u niego także na tylnym planie świętość... Potrzebna mi krytyka świętego...
421.
Schopenhauer wypowiada życzenie, żeby łajdaków kastrowano, a gęsi zamykano w klasztorze: z jakiego punktu widzenia życzyć by sobie tego było można? Łajdak to ma przed innymi, iż nie jest mierny; a głupi to przed nami, iż nie cierpi na widok mierności... Bardziej by było do życzenia, żeby przepaść stała się większą — żeby łajdactwo i głupota wzrastały... W ten sposób rozszerzyłaby się natura ludzka... Wreszcie jest to nawet i konieczne; dzieje się tak i nie czeka, czy chcemy tego lub nie. Głupota, łajdactwo rosną: należy to do „postępu”.
422.
Kramarska filozofia pana Spencera: zupełny brak ideału, oprócz ideału człowieka miernego. Instynkt zasadniczy wszystkich filozofów, historyków i psychologów: wszystko, co jest cennego w człowieku, sztuka, historia, nauka, religia, technika, musi być dowiedzione, jako moralnie cenne, moralnie uwarunkowane przez swoje cele, środki i rezultaty. Wszystko pojmować pod kątem najwyższej wartości: jak np. pytanie Rousseau w stosunku do cywilizacji „stajeż się człowiek przez nią lepszy?” — pytanie komiczne, ponieważ jasne jak na dłoni, że rzecz się ma przeciwnie i że to właśnie przemawia na korzyść cywilizacji. Tutaj duchowość umieszczono o wiele niżej pod dobrocią: najwyższą jej wartością (np. sztuki) byłoby doradzać, przygotowywać zwrot moralny: absolutne panowanie wartości moralnych...
423.
Przeciw czemu protestuję? Żeby tej małej, spokojnej mierności, tej równowagi duszy, która nie zna wielkich popędów wielkiego nagromadzenia sił, nie brano za coś wysokiego, ba, nawet zgoła za miarę człowieka. Bacon z Verulam228 mówi: „Infimarum virtutum apud vulgus laus est, mediarum admiratio, supremarum sensus nullus229”. Owóż chrześcijanizm, jako religia, należy do vulgus: dla najwyższego rodzaju virtus zmysłu nie posiada.