Należy rozważyć: jak dalece wciąż jeszcze istnieje zgubna wiara w opatrzność boską — ta najbardziej paraliżująca rękę i rozum wiara, jaka kiedykolwiek była; jak dalece pod formułami: „natura”, „postęp”, „udoskonalenie”, „darwinizm”, jak dalece pod przesądem, iż istnieje pewna łączność między szczęściem i cnotą, między nieszczęściem i winą wciąż jeszcze wegetuje chrześcijańskie założenie i interpretacja. To niedorzeczne zaufanie do przebiegu rzeczy, do „życia”, do „instynktu życia”, ta rezygnacja poczciwiny, która mniema, że byle każden82 czynił, co jest jego obowiązkiem, wszystko pójdzie dobrze — coś podobnego ma sens tylko wtedy, jeśli się przypuszcza jakieś kierownictwo wszystkim sub specie boni83. Nawet fatalizm, nasza teraźniejsza forma filozoficznej wrażliwości jest jeszcze następstwem owej najdawniejszej wiary w zrządzenie boskie, następstwem nieświadomym: mianowicie jak gdyby nie od nas właśnie zależało, w jaki sposób wszystko idzie — (jak gdyby wolno nam było pozostawić wszystko tak, jak się toczy: każden z osobna to tylko modus absolutnej rzeczywistości).
158.
Bardziej ukryte formy kultu dla chrześcijańskiego ideału moralnego. Zniewieściałe i tchórzliwe pojęcie: „natura”, które wprowadzili sentymentalni wielbiciele natury (z dala od wszelkich instynktów dla rzeczy strasznych, nieubłaganych i cynicznych nawet w „najpiękniejszych” widokach); rodzaj próby wyczytania z natury owej moralno-chrześcijańskiej „ludzkości” — pojęcie natury, stworzone przez Rousseau, jakoby „natura”, wolność, dobroć, niewinność, słuszność, sprawiedliwość było to samo — zawsze kult chrześcijańskiej moralności na dnie. Zebrać ustępy, wskazujące, co właściwie poeci czcili, np. w górach wysokich itd. Co Goethe chciał w niej widzieć — dlaczego czcił Spinozę. Zupełna nieznajomość założeń tego kultu...
Zniewieściałe i tchórzliwe pojęcie „człowiek” à la Comte i Stuart Mill, o ile się da, czynione nawet przedmiotem kultu... Jest to zawsze znowuż kult moralności chrześcijańskiej pod nową nazwą... Wolnomyśliciele, np. Guyau.
Zniewieściałe i tchórzliwe pojęcie „sztuka” jako współczucie dla wszystkiego, co cierpi, co jest upośledzone (nawet historia jest taką, np. Thierry’ego): jest to zawsze znowuż kult chrześcijańskiego ideału moralnego.
A teraz jeszcze i cały ideał socjalistyczny: nic, jak tylko prostackie niezrozumienie chrześcijańskiego ideału moralnego.
159.
Stan korupcji. Należy pojąć łączność wzajemną wszystkich form korupcji, nie zapominając przy tym o korupcji chrześcijańskiej (Pascal jako typ); również o socjalistyczno-komunistycznej korupcji (będącej następstwem korupcji chrześcijańskiej; z punktu widzenia wiedzy przyrodniczej najwyższa koncepcja ustroju społecznego, wymyślona przez socjalistów jest najniższą w hierarchii społeczeństw); korupcja tkwiąca w pojęciu „tamtego świata”: jak gdyby oprócz świata rzeczywistego, tego, w którym wszystko powstaje i mija, był jeszcze świat istnienia niezmiennego.
Tutaj nie powinno być żadnej ugody: tutaj trzeba wyplenić, zniszczyć, walczyć — chrześcijańsko-nihilistyczną miarę wartości trzeba zewsząd jeszcze wyciągnąć i zwalczać ją pod wszelką maską... wyciągnąć ją np. z teraźniejszej socjologii, z teraźniejszej muzyki, z teraźniejszego pesymizmu (wszystko formy chrześcijańskiego ideału wartości).
Albo jedno, albo drugie jest prawdą: prawdą, to znaczy tutaj, że podnosi typ człowieka...