528.

Co ludziom i ludom użycza blasku. — Ileż to szczerze indywidualnych uczynków dlatego nie dochodzi do skutku, gdyż, zanim ich się dokona, rodzi się domysł lub podejrzenie, że zostaną one niewłaściwie zrozumiane! — zatem tych właśnie uczynków, co w ogóle mają wartość w dobrym i złym. Im przeto lud jakiś czy epoka wyżej ceni jednostki, im więcej przyznaje im praw i przewagi, tym śmielej uczynki tego rodzaju wychylają się na światło dzienne — w ten sposób dokoła całych epok i ludów tworzy się taki nimb rzetelności i szczerości w dobrym i złym, iż, na podobieństwo Greków, jaśnieją one po swym zgonie jeszcze przez długie tysiąclecia niby jakieś gwiazdy.

529.

Manowce myśliciela. — U niektórych myślicieli tok ich całkowitego myślenia jest surowy i nieubłaganie śmiały, ba, niekiedy względem siebie okrutny, lecz w szczegółach są oni łagodni i skłonni do ustępstw; po dziesięćkroć okrążają jedną rzecz, ociągając się życzliwie, w końcu jednakże kroczą swą bezwzględną drogą dalej. Są to strumienie o wielu zakrętach i zacisznych odludziach; w biegu ich bywają miejsca, gdzie strumień kryje się dla igraszki przed sobą samym i stwarza sobie krótką sielankę, z wysepkami, drzewami, grotami i wodospadami: po czym bieży dalej, mijając w przelocie skały i prąc się przemocą poprzez najtwardsze głazy.

530.

Sztuka odmiennego odczuwania. — Z chwilą, gdy pocznie się żyć w ludnym odludziu, niszcząc i niszczejąc, z głębokimi, plennymi myślami, i li jeno223 z nimi: z tą chwilą nie pragnie się od sztuki albo nic zgoła, albo też wymaga się od niej czegoś wręcz odmiennego aniżeli poprzednio — to znaczy zmienia się swój smak. Gdyż pierwej pragnęło się przez dźwierze224 sztuki rzucić się na chwilę właśnie w ten żywioł, w którym obecnie stale się gości; pierwej upajaliśmy się w ten sposób marzeniami o posiadaniu, no, i weszliśmy w posiadanie. Co więcej, wzgardzić niekiedy tym, co obecnie się posiada, śnić, że jest się biednym niby dziecię, żebrak i szaleniec — oto, co może być odtąd dla nas przygodnym wniebowzięciem.

531.

„Równość wobec miłości”. — Miłość pragnie swemu wybrańcowi oszczędzić wszelkiego uczucia obcości, pełno w niej zatem udania i upodobnienia, oszukuje ona nieustannie i udaje równość, której w rzeczywistości nie ma. Dzieje się to do tego stopnia instynktownie, iż kochające kobiety przeczą temu udaniu tudzież nieustannemu najtkliwszemu oszustwu i utrzymują śmiało, że miłość dokonuje zrównania (to znaczy czyni cud!). — Rzecz ta przedstawia się prosto, gdy jedna osoba pozwala się kochać i nie uważa za stosowne udawać, pozostawiając to drugiej, mianowicie osobie kochającej: lecz nie masz zjawiska zawilszego i nieprzenikliwszego, niż kiedy oboje gorą wzajem pełnią namiętności, więc każde z nich wyrzeka się siebie, pragnąc się zrównać i wyrównać z drugim: aż w końcu żadne już nie wie, co naśladować, co udawać, pod co się podszywać. Cudne szaleństwo tego widowiska za piękne jest dla świata i za subtelne dla ludzkich oczu.

532.

My początkujący! — I czegóż to nie widzi, jakichże różności domyśla się aktor podczas występu drugiego aktora! Wie, kiedy mięsień zawodzi przy jakimś geście, odróżnia owe drobne nieszczerości, co poszczególnie i na zimno przed zwierciadłem wyuczone zostały i w całość wróść nie chcą, wyczuwa, kiedy grający daje się zaskoczyć na scenie swemu własnemu pomysłowi i zaskoczony go psuje. — Jakżeż inaczej patrzy znów malarz na stąpającego przed nim człowieka! Dopatruje się zaraz wielu jeszcze szczegółów, by dany moment uzupełnić i całość wrażenia wydobyć; próbuje w duchu różnych oświetleń tego samego przedmiotu, dzieli całość wrażenia przez dołączone przez siebie przeciwieństwo. — Gdybyż to można okiem tego aktora i tego malarza spojrzeć na dziedzinę dusz ludzkich!