Dążenie do wdzięku. — Gdy silna natura nie ma pociągu do okrucieństwa i nie podlega wciąż sobie samej, to dąży mimowolnie do wdzięku — stanowi to jej odznakę. Słabe charaktery lubią natomiast cierpkie sądy — przyłączają się do bohaterów pogardy ludzi, do religijnych lub filozoficznych oszczerców bytu albo też uciekają się do surowych obyczajów i uciążliwych „powołań”: w ten sposób starają się wyrobić sobie charakter i jakowąś siłę. A czynią to również mimowolnie.

239.

Wskazówka dla moralistów. — Muzycy nasi dokonali wielkiego odkrycia: zajmująca brzydota jest w ich sztuce możliwa! Rzucają się tedy na ten rozwarty ocean brzydoty jak pijani, a twórczość muzyczna nigdy jeszcze tak łatwą nie była rzeczą. Dopiero teraz uzyskano ogólne ciemne tło, na którym uwydatnia się najniklejsza świetlana smuga pięknej muzyki, siejąc blaski złota i szmaragdu; dopiero teraz ma się odwagę wprawić słuchacza w szał oburzenia i zaprzeć mu oddech, by w jednym mgnieniu pogrążania się w spokoju napoił się z kolei uczuciem błogości, co ocenie muzyki w ogóle wychodzi na dobre. Dokonano odkrycia kontrastu: dopiero teraz najsilniejsze efekty są możliwe — i tanie: nikt już nie pyta o dobrą muzykę. Ale musicie się spieszyć! Sztuce, która dokonała już tego odkrycia, nie można rokować długiego trwania. — Och, gdyby myśliciele nasi mieli taki słuch, by mogli za pośrednictwem muzyki wsłuchać się w dusze muzyków naszych! Jakżeż długo trzeba czekać, zanim nadarzy się znów taka sposobność pochwycenia wewnętrznego człowieka na złym uczynku i na niewinności tegoż uczynku! Gdyż muzycy nasi nie przeczuwają zgoła, iż podkładają pod muzykę swe własne dzieje, dzieje zeszpecenia duszy. Ongi dobry muzyk niemal z dbałości o swoją sztukę musiał być dobrym człowiekiem. — A teraz!

240.

O moralności sceny. — Kto mniema, iż sztuki Szekspira oddziałują moralnie i że widok Macbetha odstręcza nieprzeparcie od zdrożnej ambicji, ten się myli: i myli się raz jeszcze, sądząc, iż Szekspir odczuwał podobnie jak on. Kogo istotnie opętała szalona ambicja, ten patrzy na ów swój wzór z rozkoszą, kiedy zaś namiętność przyprawia bohatera o zgubę, bywa to dlań właśnie najostrzejszą ponętą w gorącym tej rozkoszy napoju. Odczuwałże poeta inaczej? Jakżeż dostojnie i bynajmniej nie po łotrowsku przedstawia się dola jego bohatera od chwili wielkiej zbrodni! Dopiero wtedy pociąga „demonicznie” i zachęca podobne natury do naśladowania — demonicznie znaczy w tym wypadku: wbrew korzyści i życiu, gwoli jednej myśli i popędowi. Czyliż wam się zdaje, iż sens moralny Tristana i Izoldy zwraca się przeciw łamaniu ślubów małżeńskich, gdyż to wiarołomstwo przyprawia oboje o zgubę? Byłoby to wypaczaniem myśli poetów, którzy, jak w szczególności Szekspir, lubują się w namiętnościach dla nich samych, nie zaś dla ich śmiertelnych nastrojów — kiedy to dusza nie więcej lgnie do życia aniżeli kropla do szklanej szyby. Nie wina tudzież zgubne jej następstwa leżą na sercu zarówno Szekspirowi jak Sofoklesowi (w Ajaksie, Filoktecie, Edypie): acz w wymienionych wypadkach mogliby z łatwością uczynić ją dźwignią dramatu, jednakże bynajmniej nie dążą do tego. Tak samo, roztaczając obrazy z życia, poeta tragiczny nie pragnie zgoła zniechęcać do życia! Owszem, woła: „jakąże rozkoszą nad rozkoszami jest to burzliwe, zmienne, groźne, posępne, a nieraz słonecznym blaskiem przepojone istnienie! Życie to przygoda — i zawsze zachowa ten swój charakter bez względu na to, na czyją przychylacie się stronę!”. Tak przemawia on z oddali niespokojnej i krzepkiej epoki, upojonej i odurzonej swym nadmiarem krwi i energii — z oddalenia bardziej złowrogich czasów: dlatego zmuszeni jesteśmy cele szekspirowskich dramatów dopiero naginać i do swych pojęć przystosowywać, to znaczy ich nie rozumieć.

241.

Lęk i inteligencja. — Jeżeli to prawda, co obecnie z całą stanowczością utrzymują, iż nie w świetle należy szukać przyczyn czarnego zabarwienia skóry: to czyż nie mogłoby ono być ostatecznym następstwem częstych i przez długie tysiąclecia nagromadzanych wybuchów wściekłości (oraz przekrwienia skóry)? Zaś u innych inteligentniejszych szczepów, równie częsty przestrach i bladość nie wywołałyż snadź161 w końcu białego zabarwienia skóry? — Bowiem stopień lękliwości jest miarą inteligencji: a poddawanie się ślepej wściekłości oznaką, że zwierzęcość czyha jeszcze w pobliżu i rada by wziąć znów górę. — Brunatna szarość stanowiłaby przeto pierwotne zabarwienie człowieka — coś z małpy oraz niedźwiedzia, i słusznie!

242.

Niezależność. — Niezależność (w najsłabszej swej dawce zwana „wolnością myśli”) jest formą rezygnacji, którą wybiera w końcu człowiek żądny władzy — długo szukał, nad czym mógłby panować, i nie znalazł nic okrom162 siebie.

243.