MILLER

ze smutkiem rzuca się na krzesło

Otóż mamy owoc bezbożnego czytania?

LUDWIKA

niespokojnie spozierając w okno

Gdzie on jest? Wysokie panie może go w tej chwili oglądają, słuchają rozmów jego — ja biedna opuszczona dziewczyna. Przestraszona własnymi słowami rzuca się w objęcie ojca. Ale nie! przebacz; nad losem moim nie płaczę — jedną mu tylko myśl poświęcę — to tak mała ofiara! Dostatecznym byłoby szczęściem dla mnie to trochę życia mojego wyzionąć w cichy, uśmiechający się zefirek, byle tylko lice jego ochłodzić — ten kwiatek drobny młodości mojej, w fiołek zamienić i umrzeć pod nogami jego. — Dumne, majestatyczne słońce nie ukarze muszki, co się w jego jasnych przegląda promieniach!

MILLER

wzruszony opiera się na poręcz krzesła i twarz sobie zakrywa

Słuchaj, Ludwiko! To trochę życia, które mi zostaje, dałbym chętnie, gdybyś ty nigdy majora nie znała.

LUDWIKA