Co mówisz, ojcze? — Nie — tak myśleć nie możesz! Czyż nie wiesz, że Ferdynand jest moim; dla mnie stworzonym, dla mojej rozkoszy od ojca miłości. Po krótkim namyśle. Gdym po raz pierwszy ujrzała jego — i krew mi na twarz biła, i radośniej pulsa uderzały — każde wzruszenie gadało, szeptał każdy oddech: to on, to on dawno marzony od serca twego — i głos ten był echem całej natury radującej się ze mną! Wtenczas, o wtenczas pierwszy ranek zawitał do duszy mojej. Tysiące młodych uczuć serce napełniło, rozwinęło się jak kwiatki za wiosny błyśnieniem. Jużem świata nie widziała — a jednak on nigdy nie był dla mnie piękniejszym. — Zapomniałam Boga na niebie — a jednak go nigdy więcej nie kochałam.
MILLER
zbliżając się do niej i przyciskając do piersi
Ludwiko! Drogie, szlachetne dziecię moje — weź tę starą pochyloną głowę — weź wszystko, wszystko — ale majora, Bóg moim świadkiem — majora dać ci nie mogę.
Odchodzi.
LUDWIKA
I ja go teraz nie żądam, mój ojcze! Jedno marzenie, marzenie o Ferdynandzie wypija rozkosznie tę kroplę skąpą czasu życia doczesnego. Tu, na tej ziemi, wyrzekam się kochanka. Tam, matko, tam, gdy stanów różnice przepadną — ludzie będą ludźmi — ja tylko z sobą niewinność przyniosę. Ale ojciec nie raz mi powiadał, że pyszne tytuły i marne ozdoby stracą wartość swoją, gdy Bóg przyjdzie i ceny serca podniesie. Tam będę bogatą, bo tam łzy za tryumfy, a piękne myśli za przodków rachują. Twoja córka, matko, będzie szlachcianką i on niczym nad nią nie zdoła się wznosić.
ŻONA
podskakując w górę
Ludwiko! Major! — skacze już przez kładkę — gdzie się ukryję?