FERDYNAND
Więcej, aniżeli potrzeba, aby takiego łotra na drugi świat wyprawić. Wtyka mu w rękę pistolet i dobywa chustki. Weźże! — trzymaj koniec tej chustki! Mam ją od kochanki.
KALB
Przez chustkę? — czy szalejesz? Co myślisz, baronie!
FERDYNAND
Bierz za koniec, powiadam, bo chybisz, piecuchu! — Ot! jak drży lękliwie! Powinieneś, piecuchu, Bogu podziękować, że w twojej czaszce coś się dziś obraca. Marszałek chce uciekać. Powoli — o tym pomyślano.
Przyprowadza go i drzwi na rygiel zamyka.
KALB
W pokoju, baronie?