prowadzi go pomiędzy prezydenta i trupa Ludwiki

Jam niewinny! — Ot temu podziękuj.

MILLER

pada przy córce

O Jezu!

FERDYNAND

W krótkich słowach, ojcze! Zaczynają mi być drogimi. — Niegodziwie z życia zostałem okradziony — okradziony przez ciebie. Drżę o mój rachunek z Bogiem — ale złoczyńcą nigdy nie byłem. — Wiekuiste moje przeznaczenie jakiekolwiek będzie, na ciebie niech nie spada. Ale ja zabójstwo popełniłem, zabójstwo, które nie zechcesz, abym sam przed sąd Boga zanosił. Uroczyście zwalam większą i straszniejszą połowę na ciebie. — Jak się z nią ułatwisz, twoje w tym staranie. Prowadząc go do Ludwiki. Tu, barbarzyńco! Nad tym okropnym owocem dowcipu81 twojego paś oczy twoje — na tej twarzy głoskami zniszczenia stoi wypisane imię twoje, i anioł śmierci głośno go odczyta kiedyś. Postać, jaką tu widzisz, odchyli zasłonę łoża twojego, gdy w śnie spoczniesz i poda ci lodowatą rękę. Postać, jaką tu widzisz, w godzinie śmierci stanie przed duszą twoją i z ust twoich strąci ostatnią modlitwę. Postać ta na twoim grobie się ukaże, gdy cię na zmartwychwstanie obudzą, i przy Bogu stanie, gdy ten cię sądzić będzie.

PREZYDENT

wznosząc rękę do góry

Nie mnie, nie mnie, sędzio świata! Ale jego pytaj o tę duszę.