Dobry dzień ci mój najdroższy! Jakże spałeś, jak spoczywałeś — daruj, że tak późno mam przyjemność — ale naglące zatrudnienia: Cettel kuchenny, karty wizytowe — ułożenie par na dzisiejszą saniami przejażdżkę — ach — a potem przy wstawaniu musiałem być obecnym i Jego Książęcej Mości porę oznajmić.
PREZYDENT
Prawda, marszałku, nie tak łatwo mogłeś się uporać.
KALB
Jeszcze ten krawiec niegodziwy zabrał mi czasu.
PREZYDENT
I mimo tego na nogach i gotów?
KALB
To nie wszystko — nieszczęście za nieszczęściem idzie. Posłuchaj tylko.