wraca od okna

Bo to jego kraj się nazywa — a tylko księstwo, Zofio, może służyć gustowi memu za wymówkę. Mówisz, że mi zazdroszczą? O! raczej hołota żalić się nade mną powinna. Ze wszystkich ludzi, co się przy piersiach majestatów tuczą, faworyta kończy najgorzej, bo ona jedna o żebraczym kiju, bogaczowi drogę zachodzić będzie! Prawda — on może talizmanem swojej wielkości, każdej żądzy mojego serca, czarowny pałac z pod ziemi wywołać — mój stół sokami dwóch Indii27 zastawić — w raj pustynię zamienić — w jednym fajerwerku spalić wszystek szpik poddanych swoich — ale swojemu sercu czyż rozkaże wspaniale i ogniście uderzać o moje serce ogniste i wspaniałe? Ubogi swój rozum zlać w jedno piękne uczucie? Przy szumnym zmysłów upojeniu ja noszę duszę spragnioną — co ja z tysiącem lepszych uczuć pocznę — tam, gdzie tylko dzikie namiętności ugasić się mogą?

ZOFIA

z zadziwieniem

Jak dawno, Milady, jestem w twojej służbie?

LADY

Że dziś mnie tylko poznajesz? — Zofio! Ja mój honor zaprzedałam księciu, chowam wolne serce, godne może człowieka, serce przez które zaraźliwy wiatr dworu przeszedł tylko jak dech po zwierciadle. Wierz mi, kochana, ja bym temu księciu dawno się oparła, gdyby moja duma pozwoliła innej oddać miejsce.

ZOFIA

I to serce tak łatwo dumie się poddało?

LADY