Zostań! Zostań, gdzie chcesz odchodzić? Ojcze! Matko! W tej strasznej godzinie on chce nas opuścić.

ŻONA

czepiając się Majora

Prezydent tu przyjdzie — znieważać będzie dziecko nasze — nas będzie znieważać — a ty nas rzucasz, panie Walterze?

MILLER

śmiejąc się wściekle

Rzuca nas? — Zapewne! Dlaczego nie? Ona mu wszystko oddała! Jedną ręką majora, drugą chwytając Ludwikę. Cierpliwości, mój panie — droga z mojego domu przez moją córkę przechodzi. Czekaj tu na ojca, jeżeli jesteś uczciwym człowiekiem. Opowiedz mu, jak się do jej serca wkradłeś — oszukańcze — albo na Boga! rzucając mu córkę musisz wprzódy podeptać tego jęczącego robaka, którego miłość dla ciebie wstydem okrywa.

FERDYNAND

powraca i w głębokich przechadza się myślach

Wprawdzie wielką jest władza prezydenta. Prawo ojcowskie ma szerokie znaczenie — zbrodnia nawet w jego się fałdy owinie — z nim on może wiele, wiele uczynić — ale do ostateczności miłość tylko prowadzi. Tu chodź, Ludwiko! dłoń w mojej dłoni bierze ją. Jak pragnę, żeby w ostatniej godzinie Bóg mnie nie opuścił — chwila, która te dwie dłonie rozerwie, rozerwie zarazem łańcuch pomiędzy mną i stworzeniem.