Tak jest. Twarzyczka, rączki, nagie łydki, wysuwające się spod czerwonych skarpetek, były czarne. Nie tą wspaniałą czarnością prawdziwych Murzynów, ale ciemnokawowe, dostatecznie jednak świadczące o egzotycznym pochodzeniu ojca. Ogromne oczy świeciły z daleka białkami. Coś z małpki, coś z człowieka, uczepionego u prętów ganku pokornie i cicho.
Dziwny smutek, płynący ze źrenic ouistiti64, zdychających w złoconej klatce.
I trzepoczący się w tej ciemnawej osłonie, zagadkowy, łagodny, sponiewierany duch...
*
To wszystko zawisło nagle wśród szczebli ganku kamienicy Dulskiej.
Gdy sługi zaraportowały o tym zjawisku pani gospodyni, zdawało się, że uderzył w nią grom niebieski.
Wszystko, co do tej chwili kokotka wyprawiała, zdawało się niczym w porównaniu z tym ostatnim faktem.
Murzyńskie dziecko!...
Okropność!
Plama czarna, niezmyta, na bieli kamienicy.