ten chory człowiek i gość, tak ponury

niejednokrotnie, uroczystym blaskiem

napełnia dom mój, pokąd u nas bawi.

A teraz znowu czeka na nas z dala

ziejące widmo powszedniości w szarej,

powłócznej123 szacie. Przy troskach i trudach,

przy wszystkich naszych gorzkich udręczeniach

był to jednakże szczytny czas i górny,

który się teraz kończy.

Hartmann