ten chory człowiek i gość, tak ponury
niejednokrotnie, uroczystym blaskiem
napełnia dom mój, pokąd u nas bawi.
A teraz znowu czeka na nas z dala
ziejące widmo powszedniości w szarej,
powłócznej123 szacie. Przy troskach i trudach,
przy wszystkich naszych gorzkich udręczeniach
był to jednakże szczytny czas i górny,
który się teraz kończy.