bo iżbym miał się wzorem innych kalek
targać, jak Łazarz, w ulicznej kałuży,
chełpić się hańbą swoją, swymi wrzody,
chrapliwym jękiem wabić psy, ażeby
lizały rany moje — tego nie ma
w księdze mych losów, a zaś gdyby nawet
było — na Boga — ja bym to wymazał!...
Żegnaj, mój druhu! Zanim rok przeminie,
cierpienie moje zemrze! Ach! I ileż
spadnie już wonnych, balsamicznych deszczów