że chce umierać, ja zaś nie mam prawa
zamykać przed nią bramicy niebieskiej
i żem powinien podążyć z nią razem
co tchu — w te tropy — do Salerny236. Potem
kiedy już wszystko wyrzuciła z duszy,
kiedy w prostaczej naplotła mi wierze
o potępieńczym tym leku, tak byłem
całkiem bezradny. Od razum się zerwał237
i przez wykroty i potok uciekłem —
biegłem i biegłem, aż mi dech zaparło,