Kaplica pusta; pali się lampka wieczysta i wiele gromnic. Wtem daje się słyszeć kołatka, potem, jak zbrodniarz, w habicie z kapturem na twarz zsuniętym, zjawia się Henryk. Ma kołatkę i długą laskę z woreczkiem.

Henryk

Zawlókłszy się do ołtarza, pada na stopniach, błagając pomocy. Z wnętrza wydobywają mu się oderwane, rozpaczliwe wyrazy.

Modlić się — modlić... nie mogę! O Boże,

daj mi wyrazy!... Czemu mi nie dajesz

Twoich wyrazów, abym mógł się modlić?

Łez!... Łez!... O, daj mi łez!... O, daj mi wody,

bym te ogniste zagasił języki

w pogorzeliska rozsypanych gruzach.

Zabij mnie! Zabij!... Podstępnieś mnie odwiódł,