Oszołomiony czepiłem się ręki
mej zbawicielki i w jej aureolę
wciśnięty, szedłem za każdym jej krokiem...
W jej mgławym kole znów mogłem oddychać,
a gdy na skronie kładła mi swą rękę,
tak349 sen, co dotąd unikał mych powiek,
w mym biednym sercu zamknął mi znów przystęp
wrogim demonom...
zjawia się ojciec Benedykt
Ciebie to ja szukam!