Od mroków nocy — do białego ranku!

Tak! ja się modlę mym spod serca śmiechem

Nad nędzą świata i nad nędzą własną,

I pałającym modlę się oddechem

Starganej piersi, gdzie łkania nie gasną,

Gorącą żądzą nieznanej pieszczoty,

Harmonią pieśni zaklętej w wyrazy,

Całym szaleństwem namiętnej ekstazy,

I dysharmonią mej własnej istoty!

I tę modlitwę sprawiam bez ustanku