Bo wyżółkłe oblicza i miedziane czoła
Wolą podłe, nikczemne, przeczołgać istnienie,
Niż ożywić swą duszę uśmiechem anioła.
Powitałem zniszczenie, burze i zawieje,
Odwagą’m się uzbroił na łzy i katusze,
A pożegnałem Wiarę, Miłość i Nadzieję.
Miłuję straszną burzę, walkę i cierpienie;
W niezagasłéj rozpaczy pokładam nadzieję,
A gwiazdą mojéj wiary zagłada, zniszczenie!
Kiedy nikczemność ludzi i życia poznałem,