«Konopie na polu bujają széroko.»
I wiatr tylko głucho zagwizdał w te strony:
«W lesie rosną jodły, wysoko, wysoko!»
Młodzieniec nie błagał pokornie, nie klęczał.
«Konopie na polu bujają széroko.»
Pogodne miał czoło, nie płakał, nie jęczał;
«W lesie rosną jodły, wysoko, wysoko!»
Nikt go nie pożegnał, ni bracia, ni matka.
«Konopie na polu bujają széroko.»
Uśmiéch jego usta krasił do ostatka.