— Ta linia, ta... bardzo oryginalne!...

Gdy w polowaniu w ich majątku wziął udział minister (czasem taki biedak w półsetce wieku dopiero uczył się rozpoznawać29 w polowaniu), umiała rzucić do kogoś uwagę:

— Pan minister ma w sobie to naturalne zrastanie się z przyrodą! To rasowy myśliwski dar!

Minister, zadający sobie piekielny trud takiego szkolenia w późnym wieku, notował taką uwagę w bardzo wdzięcznej pamięci. Mógł rozumieć, że odnosiła się ona bardziej do ministra niż do niego: ale to było miłe, zręczne, to wdzięcznie brzmiało w powietrzu... to robiło dobry nastrój! Dodawało humoru!

Tak więc posuwała się w życie młoda pani Baczyńska, a odmłodzonemu, niepodległościowo brzmiącemu teraz Baczyńskiemu świtała już Polonia Restituta30...

Pani Zosia miała wrodzony dar organizacji pracy, podobnie jak majster Zielnik, tylko na innym terenie i przy innych możliwościach. Wrodzone wyczucie zasad strategii dyktowało jej wyznaczanie punktów, przeznaczonych do kolejnego opanowania.

— Mamy trzy najważniejsze punkty w mieście, których zdobycie zapewni wspaniały rozkwit twej kariery — mówiła do męża. — To Izba Skarbowa, DOK31 i oczywiście, przede wszystkim wojewoda. Prezes Izby Skarbowej ułatwi ci rozwój twojej placówki, DOK... no wiesz, to nie jest bezpośrednie, ale wolę zawsze z tymi sztabami, dwójkami32 itd. być w zgodzie i mieć tam dobrą markę... No, a dobre stosunki z wojewodą: to jest dziś właściwie wszystko! Izbę Skarbową ja biorę na siebie, bo tam jest taki dalszy kuzyn tatusia i znamy się jeszcze z Kresów... Nie myśl nic takiego, bo miałam parę lat, jak to już był dojrzały pan... Rozumiesz, rodzinna życzliwość, wspólne środowisko!... Wojsko? No musiałabym też wziąć na siebie, bo cóż ty tam wskórasz! Że też naprawdę nie umiałeś w porę przystąpić do tych tam Legionów albo choć już do tego Przewrotu Majowego, gdybyś się choć tam kręcił!

(Baczyński przypomniał sobie skrycie, jak klaskał wyczynom generała Zagórskiego.)

— Trudno, nie masz za grosz zmysłu organizacji życia... Więc i to ja. Choć tu mam tremę, bo generał wydaje mi się niewrażliwy, a znów generałowa, bardzo określona... brrr... Trudno. Biorę i to. No, a co do wojewody, to trzeba działać na dwa fronty. To jest współczesny, światowy człowiek, już ja mam o nim dobre wiadomości... To biorę na siebie ja.

Ty do sportów, nart, polowania jesteś śmieszny: nawet lepiej się nie zabieraj, przeszkodzisz mi. Ja mam trening w nartach, sznyt w tańcu, no i wiesz w ogóle... Nie wiem tylko jeszcze, czy on ma temperament, czy też tylko takiego kręćka?! Rozumiesz, nie idzie mi o coś takiego, tylko sam wiesz, że człowiek chce albo nie chce przebywać w towarzystwie kobiet, chce lub nie chce dogodzić... Ty znów masz przy nim swoje określone zadanie. Wiesz, słyszałam w klubie, że ten człowiek nie utrafia33 do „stylu” miasta; no wiesz, do tych historycznych pamiątek, zabytków itd. Ja myślę: współczesny człowiek, co go to obchodzi! Otóż podobno to mianowanie go nie wzbudziło zachwytu nawet w tych, wiesz, „stuprocentowych” legionowych sferach... Otóż wyraźne twoje zadania: podmurowywać go w tak zwanej opinii... Masz znajomych, kręcisz się cały dzień między ludźmi, masz wielkie interesa, wyjazdy, przyjęcia, bywasz u różnych ludzi... Przyłóż się do robienia mu tej podmurówki!... Czy to ostatecznie pomoże mu czy nie, to, prawda, nie może nas bliżej obejść: ale za to taka rzecz od razu się rozniesie po mieście, on się dowie, że działasz bezinteresownie ku jego podtrzymaniu, podmurowywaniu autorytetu itd. Słowem, propaństwowa działalność...