Najczęściej dziewczyna słabła w oporze, czując tę zorganizowaną przemoc i władzę tych ludzi nad całą sprawą jej pracy i przyszłości.
Portier rzadko komu o tym opowiadał, ale raz w gronie swoich przyjaciół wygadał się z tym, że mu tylko trzy dziewczyny od tego „badania” uciekły: dwie — nie przyszły więcej, ale ich nie żałował, nie było to nic nadzwyczajnego: trzeciej szkoda mu było, bo była prawdziwie śliczna, cała jak ulana i sam miał na nią wprost straszliwy apetyt.
Ta wróciła zaraz tego dnia, weszła podstępnie, niby chciała: ale za nią wsunął się jakiś drab i... Majster podał, że musiał draba obić, ale to się nie zgadzało, bo z czasu zdarzenia wypadło, że majster chodził potem przez kilka dni poharatany na twarzy: chłopak musiał go dobrze nabić. Był to dziewczyny narzeczony.
Można było jednak wierzyć portierowi, że nie zdarzyło się, na paręset, więcej niż trzy kobiety, które by postawiły z miejsca ostry opór.
Reszta była pokorna, powolna2, obojętna. Albo wiedziały już, że tak w fabryce bywa, albo im było wszystko jedno: tu i tam w życiu, w służbie u państwa czy w fabryce — wszędzie poniewierka. Często speszone młode dziewczęta poddawały się „badaniom” portiera Zielaka z zakłopotaniem, powtarzając raz po raz:
— Ale co też pan? A po co to? A czy ja tu po to przychodzę?
Przyjmowały też nieraz to za wstęp do przymusowego stosunku i rozglądały się — w lęku czy za jakąś pomocą? Często bywały to jeszcze dziewczyny, które nie znały mężczyzn.
Ale portier wyprowadzał takie z błędu:
— Nie bój się: nic tu z tobą teraz nie zacznę, bo widzisz, mam otwierać każdemu: to nie mogę!...
Tak dotrzymywał umowy ze swojakiem.