— Co jest?! Może tu się dostała opozycja? — zainterpelował kierownika administracyjnego, pana Pańkowicza.

— Ależ nie, panie prezesie! Nic takiego! Mamy całe sto procent prorządowców.

— No, to jakże, dlaczego urząd śledczy?

— Panie prezesie — powiedział Pańkowicz — sądzę, że to jakieś skutki osobistych tu między robotnikami rozgrywek. Ale co nam do tego? Posiedzi i pójdzie na bezrobocie, my wzięliśmy już na to miejsce innego.

— No, naturalnie — konkludował prezes — nam z pewnością nic do tego, tylko patrz pan, bo ja nie chcę u siebie opozycji!

— Będę uważał, panie prezesie.

Po jakimś czasie wypłynęła kwestia sprzeciwu robotników w sprawie nieprawidłowego ich obliczania36. Pańkowicz zaraportował, że inspektor pracy inżynier Miernik już od kilku miesięcy o tym napomyka, nawet chciał sam mówić z prezesem.

— A o czym mam z nim mówić? Dobry sobie!! Co się dzieje? Czy pan tam naprawdę ich krzywdzi?!!

Pańkowicz uśmiechnął się z wdziękiem.

— No panie prezesie, pan ma doświadczenie... Zaokrąglić wypada: to czy mam na korzyść ich, czy firmy?!