— Nie, panie inspektorze, pan Baczyński jeszcze dotąd nie przyjął delegata, więc żądań oficjalnie jeszcze nie przedstawiono. Tylko nowy delegat zapowiedział mi, że będą dziś zgłoszone takie żądania.
Inspektor pracy zaśmiał się.
— Cóż to, panowie, piętnaście lat spaliście? Nie umie pan sobie radzić? Pan Baczyński musi przyjąć delegata i (jeżeli sam rządzi) uwzględnić albo odrzucić żądania. Ja radzę uwzględnić, bo sobie wyobrażam, co to może być: podwyżka, no, macie płace daleko niższe niż przeciętne w tej branży. Co tam jeszcze? Aha! Prawidłowe obliczanie, no to macie już z nami o to sprawę. Radzę więc uwzględnić... A jeżeli pan Baczyński sam nie rozstrzyga, no to zbiera ciało kompetentne i...
Pańkowicz przerwał:
— Pan Prezes zupełnie sam może rozstrzygać.
— Więc sprawa bardzo prosta! Przede wszystkim przyjąć delegata i postarać się uzyskać z nim porozumienie! I o taką rzecz pan dzwoni mi wczoraj przez cały dzień do domu i do wszystkich miejsc możliwych i niemożliwych! Nic tu takiego nie ma w tej chwili dla mnie do rozważania. Najlepiej załagodzić robotników, bo pretensje ich są słuszne i każdy urząd im to przyzna. Do widzenia panu.
Kostrzewa śpieszył się, bo na biurku dzwoniło już jedno z miast, budowa Domu Dziecka. Musiał wszędzie nastarczyć.
Ale przed wyjściem z biura zapytał jeszcze w sekretariacie:
— Czy nowy delegat fabryki „Szpilka” nie zgłaszał się jeszcze do obwodu? Proszę mi oddać słuchawkę. Panie inspektorze, nie wiecie nic o fabryce „Szpilka”? Tam zatarg, już sformułowali żądania. Dzwonili do mnie z dyrekcji. Nic pan nie wie? Robotnicy się nie zgłaszają? To źle... No, to są owoce... No więc niech pan czeka, ale niech pan trzyma rękę na pulsie. Jak tylko która strona się zwróci o pomoc, brać tę sprawę.
Baczyński, ciskając się i złorzecząc, usłuchał rady Kostrzewy i przyjął Malczyka przed południem, w biurze. Nie podał mu ręki i stał na środku pokoju, przeglądając wypisane na kartce papieru żądania. Postanowił panować nad sobą i być jak najwzględniejszym dla robotników: „nie wywoływać wilka z lasu” — prosił Pańkowicz. Ale Baczyński od początku czuł, że pasja dławi go w gardle. Odłożył kartkę na mały stolik przy ścianie i poszedł wziąć sobie z pudełka cygaro. Malczyk zapytał go wtedy spokojnie: