— Panie inspektorze. Pan wojewoda dziękuje za wyjaśnienia, bardzo żałuje, że inspekcja nie zrobi takiego wniosku! Obstaje pan inspektor przy swym stanowisku? Więc w takim razie pan wojewoda kazał tylko zapytać: czy ze strony robotników zostały wyczerpane wszystkie legalne środki przed ogłoszeniem strajku?
Kostrzewa wyczuł doskonale, że są to już przygrywki przed decyzją; zawahał się przez sekundę, pomyślał, że jednak jest jego obowiązkiem dotrzeć do wojewody i rozmówić się z nim osobiście, ostrzec go; ale znów — skoro wojewoda zadowala się takim kontaktem... Oportunizm, a trochę i urażona ambicja brały górę:
— Jeżeli chodzi panu wojewodzie o to, czy robotnicy zwracali się do inspekcji pracy przed ogłoszeniem strajku, z prośbą o pośrednictwo?
Zawiesił głos.
— No tak — usłyszał — na pewno o to. Pan wojewoda pytał w tej formie, jak podałem.
— Więc się nie zwracali, proszę pana — odpowiedział Kostrzewa, rozciągając słowa i zgłoski w słowach, jakby ważąc każdą z osobna.
— Ale — dodał znów żywo — jest to następstwem nadzoru inżyniera Miernika nad fabryką; pan wojewoda wie, że walczyłem półtora roku o zabranie go stąd.
Urzędnik puścił fachowo ten komentarz mimo uszu. Przypieczętował jeszcze tak:
— Więc wynika stąd, panie inspektorze, że robotnicy nie wyczerpali wszystkich rozporządzalnych legalnych środków?
Kostrzewa westchnął beznadziejnie: