— Stąd wynika, tak jest, proszę pana. Ale proszę powiadomić pana wojewodę, że ja ostrzegam przed następstwami delożowania robotników siłą i osobiście uchylam się od wszelkiej odpowiedzialności; uważam to nawet za wręcz szkodliwe w dzisiejszych warunkach.
Kostrzewa musiał przerwać, bo tu urzędnik wtrącił:
— Przepraszam pana inspektora, drugi telefon dzwoni. Moje uszanowanie.
Więc właściwa decyzja zapadła jeszcze przed przyjściem Baczyńskiego. Baczyński był też tam tylko krótką chwilę. Wojewoda nawet nie chciał go przyjąć, każąc powiedzieć mu przez sekretarza, że wziął już całą sprawę w ręce i doprowadzi do zakończenia zatargu. Ale Baczyński bardzo usilnie prosił o chwileczkę, po prostu — chwileńkę rozmowy.
Wszedł więc i chciał dorzucić wojewodzie wiadomości od strony nastrojów w fabryce (miał je od niezastąpionego człowieka, portiera Zielaka), od strony bezpieczeństwa publicznego. Wojewoda przerwał mu krótko:
— Jeżeli pan ma coś w tym względzie, to proszę bardzo do wydziału, jestem bardzo zajęty. Ale wątpię, bo my właściwie mamy wszystkie dane zupełnie dokładne. Tam są zakusy komunistyczne.
Baczyński wzniósł oczy w górę.
— Panie wojewodo, po prostu jasnowidzem pan jest!
Wojewoda wydął pogardliwie wargi.