— Cóż panowie sobie myślicie, że to dla nas trudne zadanie albo co? Trzymamy stale rękę na pulsie! Komuniści dziś lezą do wszystkich miejsc, związków, organizacji. No, do widzenia panu, więc ja to mam w ręku: to się skończy! Oni opuszczą fabrykę!

— Naprawdę, panie wojewodo — gorliwił Baczyński — sfery gospodarcze cenią tę opiekę, tę prawdziwą władzę i autorytet.

Wojewoda przerwał mu mało uprzejmie.

— Panie! wart pac pałaca! Też pańskie sfery gospodarcze to ja mam... Państwo, to mój resort! Niech pan sobie nie wyobraża, że to zrobię dla pana, jako przemysłowca itd. Do widzenia!!

Baczyński aż musiał ochłonąć u sekretarza, tak bardzo mu było gorąco; błogo, a zarazem jakoś niespokojnie. W oczach miał wciąż całą tę bolszewicką bandę, sterczącą tam arogancko w fabryce, do której bał się wstąpić. Wojewoda był jasnowidzem. Rzecz jasna, że to wszystko byli komuniści! Nie wszystko jedno, czy mundur strzelecki, czy tam TUR49 lub też inne czerwone, zielone skauty, jeżeli dusza komunistyczna, arogancja, zajadłość komunistyczna: podwyżka płac, zwalnianie majstrów, wprost komsomolskie początki! Pytał nieśmiało sekretarza, czy naprawdę wojewoda zdecydował się zlikwidować strajk! Sekretarz był zdyscyplinowanym urzędnikiem. Owszem, uprzejmie prosił „spocząć”, służył sodową wodą dla ochłody, ale w żadne rozmowy się nie wdawał. Powiedział, że, niestety, nie jest o niczym poinformowany; ma czynności ograniczone w swym zakresie. Baczyński musiał się wynieść i trwał do nocy w ciężkiej niepewności.

Przed wieczorem wprawdzie zaświtały mu już najróżowsze nadzieje. Oto portier przysłał swoją córeczkę dla zameldowania, że coś będzie, bo do portierni zgłaszali się policjanci zapoznać się z wejściem, pytali o rozkład hal, gdzie mianowicie siedzą robotnicy; córeczka meldowała ze słów ojca, że:

— Proszę pana dyrektora, to wcale nie nasza miejscowa policja! Tatuś od razu rozpoznał, a i oni nie ukrywali, że są sprowadzeni.

Po tej wiadomości Baczyński wszedł do żony, wybierającej się na jakieś kobiece posiedzenie i powiedział:

— No, zdaje się, że wyjednałem; przekonałem wojewodę, że to jest po prostu mus państwowy, skończyć z tym strajkiem! Mam takie dane, że to załatwi.

Pani Zosia podmalowywała sobie właśnie przy lustrze twarzyczkę.